Mgliste, ponure lato dwutysięcznego roku.
Daniela przebudziła się o piątej, zażyła leki i wystawiła przed dom śmieci. Zaobserwowała eklipsę słoneczną. Za niedługo miał być nów.
Sprawdziła ceglastą komórkę - były telefony od przyjaciół zza Wielkiej Wody.
Szybko oddzwoniła po czym zapisała swój sen.
W południe zadzwoniła do Aarona:
- Witam Panie Aaron. Postanowiłam przerwać terapię. Minęło sto sesji.
-Witam Pani Danielo. Czy jest Pani tego pewna?
- Tak, jestem tego pewna. Nie mam już pieniędzy.
- Rozumiem, że pieniądze to ważna rzecz, ale mieliśmy omawiać sprawy związane z Pani kobiecością.
- Nie będę rozmawiał na ten temat.
- Ale Pani wie, że terapia pozostanie niedomknięta.
- Wiem - i dlatego postanowiłam sobie radzić farmakologicznie.
- Rozumiem Pani Danielo. Ale w przyszłości, jeśli Pani będzie chciała uzyskać pomoc, zawsze ją u mnie znajdzie.
- Dziękuję. Poradzę sobie . Mam leki i wsparcie rodziny i przyjaciół.
- Trudno Pani Danielo, to Pani wybór. A więc do widzenia. I powodzenia !
- Dziękuję Panie Aaron. Wszystkiego, co najlepsze.
Daniela była z siebie dumna.
Aaron rozgrzebywał jej emocje i samą sobie pozostawiał. Czuła się wolna.
A we wtorki zwykle sprzątała i czytała. Albo odsypiała nieprzespane noce. Tę spędziła ze swoją lornetką, na obserwacji Gwiazdy Wieczornej.
Poniedziałki we Dworku na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się nad ranem. Wyniosła śmieci przed dom. Zażyła swoje tabletki szczęścia i wyruszyła z kocurem Kiciusiem na obchód wioski. Było deszczowe, chłodne lato dwutysięcznego roku. Szła spokojnie - zakrzywienia czasoprzestrzeni były na jej korzyść. W werowskim sklepie na końcu wioski, który był dość duży - zakupiła trzy mięty z Herbapolu - ulubione !. Zakupiła też dwie kawy bezkofeinowe Anatol i Inkę - oraz dwa duże ulubione kartonowe mleka łaciate. Spotykała samych znajomych i sąsiadów. Po powrocie do domu zapisała swój sen, a był dosyć niespokojny. Ceglasta komórka milczała. Zwykle odczekiwała aż leki zaczną działać, jednak poszła "na żywioł". Poniedziałki były dniami przeznaczonymi na lekturę ukochanych książek Lucy Maud Montgomery. Czy wierzyła w reinkarnację? Chyba tak. Zbliżał się Nów Księżyca. Stan konta był stabilny. Po powrocie wzięła też prysznic i wysyłała ceglastą komórką esemesy do rodziny zza Wielkiej Wody. Miała dwa miesiące czekania na wynik badań. Ale była pełna nadziei. Była rannym ptaszkiem. Kochała też do żywego swych sąsiadów.
Prolog Wielkiego Oczekiwania - przypomnienie wpisu.(wysłany bodajże do Novae Res)
Do Werowa przybyłam
pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca.
Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na
kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na
studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście
wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową
Rzeką. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani
Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej
psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest
psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą.
Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich
wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do
bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam
mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość.
Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, który trafi w lek.
Pani Doktor, do której
trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam
Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. .Pracuję w agencji reklamowej. Jestem
odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.
Piszę wiersze, co mi
pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne,
rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam
narzeczonego.
Werów leży na Południu
Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i
wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z
dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów
naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno
podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam
całkowicie.
Podobam się mężczyznom.
Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które
pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam
na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy
przeżywam lęki i łapię doły – chudnę. W każdej pracy podpadałam szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni
niezależną kobietą.
Ukochany Werów to wioska na
szczycie której stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest
drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją
Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą –
samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i
ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami
zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach,
zostawiając Męża i dwójkę dzieci.
Dworek był już wielokrotnie
remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo
pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście.
Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować,
sprzątać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie
przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków.
Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie
często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłam nawet
pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie
dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.
Nad Krajem Lessów ścierają
się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście
szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o
umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba
wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy.
Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się
swoim seicentem, albo busami lub autobusami.
A teraz kilka słów o
Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała
nieco z boku swojej Rodziny. W annałach dworku odkryłam, że
zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta
jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały
strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny
na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych
informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu
Pagórka obserwowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodobnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając
żadnego śladu.
Kraj Lessów to kraina
mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych
źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałam
okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do
agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję
ten wypoczynek.
Panicznie boję się pająków
i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po
przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i
gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.
Biorę garściami Afobam.
Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i
histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają. Mam dwa miesiące, by
uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień
szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez
kozetki.
Żyję od świtu do
zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój
spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie
pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka
byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem
ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta
ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle
jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali
mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same
znajomości internetowe.
Przeszłam ustawienia
systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często,
bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini
astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to
rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często
widzę eklipsę Słońca i księżyca.
Niedziele we Dworku na Wzgórzu.
Po sobotnim odpoczynku, przychodził czas na niedziele. Daniela Werowska miała już telewizję satelitarną. Kocur Kiciuś uwielbiał siadać w pobliżu telewizora i dekodera. Daniela - przypomnijmy - była kalwinistką, zaś cała rodzina była mieszana religijnie. Oglądała nabożeństwa w telewizji satelitarnej właśnie. Sam Werów po czasie szesnastowiecznej Reformacji był też mieszany. Werów dwutysięcznego roku liczył sobie tysiąc dusz. Był przecięty na dwie części ruchliwą arterią, którą można było dojechać do Miasta Wapieni. W Niedziele Daniela gotowała głównie zupę pomidorową. A także - z samego rana wybierała się na obchód wioski. z nieodłącznym dużym Kocurem, którego bały się wszystkie okoliczne psy. Daniela zerwała z Aaronem Tarcherem - swoim psychoanalitykiem ostatecznie. Zaliczyła 100 sesji - psychoanalizy bez kozetki, w tym - jak wspomnieliśmy było pięć godzin, gdzie rysowała drzewo genealogiczne swego Rodu i nanosiła na nie relacje rodzinne. Bardzo wiele się dowiedziała, i postanowiła na terapię już nie jeździć. W nocy z soboty na niedziele dzwoniła głównie do rodziny zza Wielkiej Wody - oraz do bliższych i dalszych znajomych. Rodzina kazała jej się oszczędzać. A psychoanalizę zerwała - po konsultacji z ukochaną Panią Doktor rodzinną. Niedziele były leniwe i pracowite zarazem. Lato dwutysięcznego roku zaś - wybitnie mgliste i deszczowe. Nadeszło po upalnej , gorącej wiośnie, gdzie Wielkanoc wypadła tuż przed długim weekendem majowym.
Lipcowe Dnie i Noce. Piątki we Dworku na Wzgórzu.
Daniela wreszcie się wyspała. Sprawdziła ceglastą komórkę i czas. Zaparzyła bezkofeinowej kawy i wybrała się na obchód wioski. Świeciło jednocześnie Słońce w znaku Raka i Miesiączek zmierzający do Nowiu. Piękny był to widok ! Daniela bała się psów, ale te w Werowie akurat jeszcze spały. Poszła do ulubionego sklepu wioskowego po kawę bezkofeinową i dwa duże krojone chleby. Ceglasta komórka została we Dworku. Na krańcu wioski zawsze napotykała a to patrole, a to karetki, a to radiowozy. Chociaż była kalwinistką, to zawsze w Piątek o piętnastej zasłaniała Krucyfiks w swoim pokoju. Piątki we dworku były dniami sprzątania. Pani Porządnicka dostawała wolne. Stan konta Danieli był zawsze stabilny. Na wyniki badań musiała jeszcze czekać półtora miesiąca. Sny - te były niezwykle spokojne. Śnili jej się koledzy i koleżanki z korporacji w Mieście Wapieni. W Kraju Wąwozów lato dwutysięcznego roku było bardzo mgliste i deszczowe. Po powrocie Daniela zabierała się za porządki. Lubiła, gdy wszystko lśniło. Tylko strych pozostawał nietknięty.
Lipcowe Dnie i Noce. Ciąg dalszy. Czwartki we Dworku na Wzgórzu.
Mamy deszczowy i chłodny lipiec dwutysięcznego roku. Daniela przebudziła się już tradycyjnie nad ranem. Sprawdziła czas na ceglastej komórce, wyniosła śmieci przed dworek i wróciła na łóżko. Nie mogła jednak zasnąć. Sprawdziła więc zakrzywienia czasoprzestrzeni - i - po piątej wyruszyła na obchód wioski. Spacerowała w świetle wschodzącego już Słońca, a także w świetle Księżyca - zmierzającego do Nowiu. Zakupiła dwa niskotłuszczowe mleka, w sklepie na krańcu wioski, ukochane kawy bezkofeinowe też. A także świeży chleb. Była rannym ptaszkiem. Snów nie pamiętała już. Ale pamiętała stare przysłowie: "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje". Czwartki były dniem lektury ukochanych lektur z dzieciństwa. Między innymi Lucy Maud Montgomery. Wszędzie towarzyszył jej kocur Kiciuś. Przybłęda, o nieoznaczonym wieku. We wiosce pełno było bezpańskich psów. Nad głową przelatywały samoloty. Daniela najlepiej czuła się w swoim Dworku. Na porannym obchodzie dawnych włości - spotykała samych dobrych Ludzi.Do domu wracała głównie po godzinie. Często widywała eklipsy Słońca i Księżyca. Czwartki to dni powolnego sprzątania i przygotowywania się do odpoczynku sobotnio - niedzielnego. Seicento miało wolne.
Lipcowe Noce i Dnie we Dworku na Wzgórzu. Środy.
Daniela Werowska była rannym ptaszkiem. Przebudzała się zwykle po pierwszej w nocy. Sprawdzała czas, na ceglastej komórce oraz na komputerze. Trzy lata wcześniej zdarzyło się bowiem, że po jednej nieprzespanej nocy - przespała aż trzy dni ! Trzy dni wycięte, wyjęte z życiorysu. Środy były zwykle dniami, kiedy to Daniela z samego rana wyruszała na obchód wioski. Kupowała ulubione mleko, chleb oraz ziemniaki. A to wszystko we wioskowym sklepie, na samym końcu wsi. Jak to mawiała: spotykała same Anioły i Archanioły. Jak to neurotyczka, czerpała garściami z nieświadomości zbiorowej. Często wykręcała we środy - zazwyczaj - numery telefonów do Rodziny zza Wielkiej Wody. Często wybierała numer brata, chcąc odreagować jakieś codzienne smutki. A na poranne spacery zabierała swego ukochanego kocura zwanego Kiciusiem. We środy także gotowała zazwyczaj schab z kością. A także pijała albo wodę mineralną - lub - lurowate kawy, a czasem bezkofeinowe.
Zimny, deszczowy lipiec dwutysięcznego roku. Daniela kochała spacery wtedy, gdy Słońce i Miesiączek były jednocześnie widoczne na nieboskłonie. Rodzinę miała liczną. Miasto Wapieni zostawiła daleko za sobą - lecz - czekała z niecierpliwością na wyniki badań. Poruszała się nowym jeszcze seicentem. Żyła od pełni do pełni księżyca.
Ale wróćmy do śród. Były czasem refleksji. Jak to określiła ją znajoma - była typem myślicielki. Daniela miała trzydzieści lat i całe życie przed sobą. Od dawna nie była przeziębiona. Tylko bardzo znerwicowana. We środy zazwyczaj - kontemplowała oprócz czytania- mgiełkę w dolinie Rzeki, gdzie stał ciekawy domek, graciarnia rodowa.
Zimny, deszczowy lipiec dwutysięcznego roku. Daniela kochała spacery wtedy, gdy Słońce i Miesiączek były jednocześnie widoczne na nieboskłonie. Rodzinę miała liczną. Miasto Wapieni zostawiła daleko za sobą - lecz - czekała z niecierpliwością na wyniki badań. Poruszała się nowym jeszcze seicentem. Żyła od pełni do pełni księżyca.
Ale wróćmy do śród. Były czasem refleksji. Jak to określiła ją znajoma - była typem myślicielki. Daniela miała trzydzieści lat i całe życie przed sobą. Od dawna nie była przeziębiona. Tylko bardzo znerwicowana. We środy zazwyczaj - kontemplowała oprócz czytania- mgiełkę w dolinie Rzeki, gdzie stał ciekawy domek, graciarnia rodowa.
Wiersz Danieli z czasu studiów - Noc Czarnoksięska.
Za sobą zostawiłam marzenia.
Zstępując do czeluści piekieł.
Spotkałam tam nieboskie stworzenia - owite mgłą niebieskich mgieł.
Czarnoksiężnik na trójnogu już siedział.
Odczytywał skomplikowane horoskopy.
Nic o mnie głupiec nie wiedział - spojrzałam w dół, pod stopy.
Robactwo przeróżne się panoszyło -
- pająki, karaluchy jeszcze zgraje szczurów.
Tymczasem coś ten krajobraz zmieniło.
Wystrzeliło mnie wysoko, ponad piękno zimnych marmurów.
Anioł pod gwiazdozbiorem Strzelca - podał mi Księgę Przeznaczenia.
Zobaczyłam tam marzenia znajomego Topielca -
- spełnione wszystkie - co do urojenia.
Ta noc była niezwykła.
Widziałam Zmarłych powracających zza grobu.
Lecz nagle pękła klepsydra - poczęłam gotować się do powrotu.
Zahaczyłam jeszcze o wzgórze nad łąką -
nieziemski był to widok.
Spadająca gwiazda kochankom uległa -
rozbłysła piękną, srebrzystą poświatą.
Takie noce są rzadkie, ale się zdarzają.
Pamiętaj jednak, mój Drogi - że nie wszyscy z tych wędrówek powracają.
Zstępując do czeluści piekieł.
Spotkałam tam nieboskie stworzenia - owite mgłą niebieskich mgieł.
Czarnoksiężnik na trójnogu już siedział.
Odczytywał skomplikowane horoskopy.
Nic o mnie głupiec nie wiedział - spojrzałam w dół, pod stopy.
Robactwo przeróżne się panoszyło -
- pająki, karaluchy jeszcze zgraje szczurów.
Tymczasem coś ten krajobraz zmieniło.
Wystrzeliło mnie wysoko, ponad piękno zimnych marmurów.
Anioł pod gwiazdozbiorem Strzelca - podał mi Księgę Przeznaczenia.
Zobaczyłam tam marzenia znajomego Topielca -
- spełnione wszystkie - co do urojenia.
Ta noc była niezwykła.
Widziałam Zmarłych powracających zza grobu.
Lecz nagle pękła klepsydra - poczęłam gotować się do powrotu.
Zahaczyłam jeszcze o wzgórze nad łąką -
nieziemski był to widok.
Spadająca gwiazda kochankom uległa -
rozbłysła piękną, srebrzystą poświatą.
Takie noce są rzadkie, ale się zdarzają.
Pamiętaj jednak, mój Drogi - że nie wszyscy z tych wędrówek powracają.
Wielkie Piątki we Dworku Na Wzgórzu - reminiscencja Danieli.
Mamy deszczowe, zimne lato dwutysięcznego roku. Daniela o świcie, sprawdzając odpowiednie zakrzywienia czasoprzestrzeni, zabrała na spacer Kocura i wybrała się na obchód po Werowie. Zaparzyła ulubioną kawę czarną - a pijała zimną, oraz ulubioną bezkofeinową. Świecił Miesiączek zbliżający się do Nowiu, oraz już Słońce. Napotykała znajomych i nieznajomych. A oto jak wspominała Wielkie Piątki.
W Kraju Wąwozów Wielki Piątek był dniem tak zwanych Sobótek. Już popołudniem szkolna , sąsiedzka gawiedź gromadziła się przy gospodarstwach, szykując stare opony i ropę. O zmierzchu opony wytaczano na pobliskie wzgórza, polewano je ropą i podpalano. Czasem przez nie skakano. Co niektórzy poznawali w czasie nich po raz pierwszy smak alkoholu. Daniela miała szesnaście lat, gdy poczęstowano ją sąsiedzkim samogonem. Zabawa przy oponach trwała zwykle do Północy. O Północy zjeżdżali się rodzice kolegów i koleżanek, by zabrać ich do domów. Nasza bohaterka jednak była kalwinistką, jednakże Wielkanoc obchodziła po katolicku. Oglądała wtedy wówczas bardzo często "Quo Vadis" z 1953 - go roku, snując marzenia o Rzymianach podbijających okoliczne ziemie. Wielkie Piątki były czasem zjazdów rodzinnych. Dworek wówczas tętnił życiem. Ale najważniejsze były Sobótki. Pradawny zwyczaj, który z czasem zanikł.
I znów wracamy do deszczowego lata dwutysięcznego roku. Daniela jako ranny ptaszek, powracała z obchodu wioski w doskonałym nastroju. Komórka ceglasta zwykle była wyłączona.
W Kraju Wąwozów Wielki Piątek był dniem tak zwanych Sobótek. Już popołudniem szkolna , sąsiedzka gawiedź gromadziła się przy gospodarstwach, szykując stare opony i ropę. O zmierzchu opony wytaczano na pobliskie wzgórza, polewano je ropą i podpalano. Czasem przez nie skakano. Co niektórzy poznawali w czasie nich po raz pierwszy smak alkoholu. Daniela miała szesnaście lat, gdy poczęstowano ją sąsiedzkim samogonem. Zabawa przy oponach trwała zwykle do Północy. O Północy zjeżdżali się rodzice kolegów i koleżanek, by zabrać ich do domów. Nasza bohaterka jednak była kalwinistką, jednakże Wielkanoc obchodziła po katolicku. Oglądała wtedy wówczas bardzo często "Quo Vadis" z 1953 - go roku, snując marzenia o Rzymianach podbijających okoliczne ziemie. Wielkie Piątki były czasem zjazdów rodzinnych. Dworek wówczas tętnił życiem. Ale najważniejsze były Sobótki. Pradawny zwyczaj, który z czasem zanikł.
I znów wracamy do deszczowego lata dwutysięcznego roku. Daniela jako ranny ptaszek, powracała z obchodu wioski w doskonałym nastroju. Komórka ceglasta zwykle była wyłączona.
Wtorki we Dworku na Wzgórzu.
Daniela obudziła się nad ranem. Wyniosła śmieci przed dom, nastawiła czajnik na bezkofeinową kawę. Pani Porządnicka dostała urlop na czas nieokreślony. Posprzątała parter, zaś po kawie poszła na strych. Postanowiła z salonu na strych właśnie przenieść portrety łypiących przodków. Było zimne, deszczowe lato dwutysięcznego roku. Tuż przed ósmą wyszła na pole - by zaczerpnąć świeżego powietrza. Niebieskie seicento też miało wolne. Takie lato kochała - znów widziała eklipsę nad Werowem. Spotykała samych nieznajomych. A wyprawiła się po dwie butelki mleka oraz ukochaną kawę. Nie było jej raptem dziesięć minut. Ceglasta komórka odpoczywała. Odkąd zerwała relację z Aaronem - była i czuła się wolna. Do znaków zapytania należy religijność Danieli. Wychowana w mieszanej religijnie rodzinie - sama czuła się najbliżej denominacji Staro - Chrześcijańskiej. Wielkanoc obchodziła jednak po katolicku. Pełnie Księżyca, oraz wschody i zachody Słońca były dla niej niezwykle energetyczne. Ale mamy lato dwutysięcznego roku - i głęboki relaks naszej głównej bohaterki, która we wtorki na wzgórzu najpierw spacerowała, a potem sprzątała. I czekała na ukochaną Pełnię Miesiączka.
Wiersz Danieli z czasów studiów.
Bezsenność.
"Zasypiając po zmroku - zasypiasz z wątpliwą nadzieją -
- że Twoje demony nie zrobią półkroku co najmniej do trzeciej nad ranem.
Zażyłaś tabletkę nasenną - za oknem półświatła osiedla -
- śnisz noc, odległą, wiosenną - lecz bańka nocnych widziadeł jest smętna.
Na niebie króluje księżyc w nowiu - i tak nie jest tu ważny.
Budzisz się jak zwykle - przed Północą - Twój cień na ścianie straszy.
Letnia Noc, Zimowa Noc.
Cóż je wspólnego łączy?
Bezsenność trwa i będzie trwać - póki żywota kto nie zakończy.. "
"Zasypiając po zmroku - zasypiasz z wątpliwą nadzieją -
- że Twoje demony nie zrobią półkroku co najmniej do trzeciej nad ranem.
Zażyłaś tabletkę nasenną - za oknem półświatła osiedla -
- śnisz noc, odległą, wiosenną - lecz bańka nocnych widziadeł jest smętna.
Na niebie króluje księżyc w nowiu - i tak nie jest tu ważny.
Budzisz się jak zwykle - przed Północą - Twój cień na ścianie straszy.
Letnia Noc, Zimowa Noc.
Cóż je wspólnego łączy?
Bezsenność trwa i będzie trwać - póki żywota kto nie zakończy.. "
Wtorki we Dworku na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się po spokojnym śnie o 7.00. Sprawdziła ceglastą komórkę, włączyła komputer. Zakrzywienia czasoprzestrzeni były na korzyść, więc wybrała się po nocnej obserwacji Miesiączka na obchód Werowa. Zakupiła chleb, w sklepie na końcu wioski, ukochaną kawę bezkofeinową, oraz dużo herbat ziołowych, mleka i jogurtów z borówkami - wszak była krótkowidzem. Wcześniej obrała ziemniaki - we wtorki zawsze gotowała żurek. Po powrocie, godzinnym niemal - zażyła swoje tabletki szczęścia. Dzwoniła koleżanka zza Wielkiej Wody, ale Daniela postanawiała nie oddzwaniać. Zabrała się za lekturę rewelacyjnych - "kapitalnych!" - książek o starożytnym Rzymie. Nakarmiła kocura Kiciusia. Nie mogła odgadnąć jego wieku. Noc była piękna, gwiaździsta. A dzień mglisty i zimny. Daniela dumnie walczyła ze swymi demonami z przeszłości. Miała dwa miesiące relaksu przed sobą. I oczekiwanie na wynik badań. Pani Czyściocha dostała wolne. Posprzątane bowiem we wtorek było tak - że z podłogi można było jeść. Daniela bowiem kochała sprzątanie.
PS. Zapraszam też na Imperium Lektur Blogspot - tam są też fragmenty innych, psychodelicznych opowieści.
PS. Zapraszam też na Imperium Lektur Blogspot - tam są też fragmenty innych, psychodelicznych opowieści.
Środy we Dworku Na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się o 5.15. Zażyła tabletki szczęścia, zaparzyła multum kaw bezkofeinowych oraz słabe lurowate, i wyszła na pole. Wróciła dopiero o 7.10. Spacerowała - uwielbiała to. Ceglasta komórka milczała. Po dwugodzinnym spacerze załączyła swój komputer. Spisywała w nim swoje sny, oraz poezję. Niebo było tuż po nowiu. Doszła do głównej arterii Werowa, gdzie napotykała zazwyczaj karetki i radiowozy. Wróciła zrelaksowana z ulubioną kawą sypaną oraz rozpuszczalną. Środy były dniem odpoczynku. Wtedy Daniela odpoczywała po obserwacji nocnego rozgwieżdżonego Nieba. Pozdrawiała znajomych, pozdrawiała sąsiadów. Pani Porządnickiej dała urlop na czas nieokreślony. Sprzątała zaś w piątki. Była osobą mocno wierzącą. "Wiara czyni cuda" - to zawsze jej powtarzała prababcia Róża. Daniela wyłączyła telefon, wyłączyła komputer - i rozpoczynała środowy relaks, po nocnych obserwacjach oraz spacerze w świetle wschodzącego Słońca.
Letnie Wtorki na Nowiu Księżyca.
Daniela przebudziła się nad ranem i zażyła tabletki szczęścia.
Wystawiła śmieci przed dom i poszła do łóżka.
O szóstej dziesięć - było już widno - wybrała się ze swoim kocurem zwanym Kiciusiem - na obchód wioski. Zabrała okulary przeciwsłoneczne, by obserwować Lipcowy Nów Księżyca. Doszła do głównej Drogi, łączącej Werów z Miastem Wapieni. Napotykała samych Dobrych Znajomych i Nieznajomych. Każdego nazywała Aniołem. Wróciła po dwudziestu minutach do domu, i zaparzyła mocnej melisy z miętą oraz bezkofeinowej kawy. Sprawdziła ceglastą komórkę - nikt nie dzwonił.
Wyszła na taras, by dzięki przypalonej szybce obserwować Lipcowy Nów Księżyca.
Zaobserwowała ukochaną Eklipsę ! Oraz olbrzymie halo wokół Słońca. Potem wzięła gorący prysznic i zabrała się za lekturę wspaniałej Lucy Maud Montgomery.
Wystawiła śmieci przed dom i poszła do łóżka.
O szóstej dziesięć - było już widno - wybrała się ze swoim kocurem zwanym Kiciusiem - na obchód wioski. Zabrała okulary przeciwsłoneczne, by obserwować Lipcowy Nów Księżyca. Doszła do głównej Drogi, łączącej Werów z Miastem Wapieni. Napotykała samych Dobrych Znajomych i Nieznajomych. Każdego nazywała Aniołem. Wróciła po dwudziestu minutach do domu, i zaparzyła mocnej melisy z miętą oraz bezkofeinowej kawy. Sprawdziła ceglastą komórkę - nikt nie dzwonił.
Wyszła na taras, by dzięki przypalonej szybce obserwować Lipcowy Nów Księżyca.
Zaobserwowała ukochaną Eklipsę ! Oraz olbrzymie halo wokół Słońca. Potem wzięła gorący prysznic i zabrała się za lekturę wspaniałej Lucy Maud Montgomery.
Niedziele we Dworku na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się tuż przed świtem. Załączyła ceglastą komórkę, zażyła pigułki i wyszła na pole. Nikogo nie spotkała. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił. Po obchodzie swojej wioski - zabrała się za czytanie pamiętników Adelajdy Pent - pierwszej kobiety w rodzie - Arianki. Adelajda Pisała po łacinie. Trzy lata lektoratu na filologii polskiej w Mieście Wapieni - pozwoliły jej na czytanie ze zrozumieniem. W niedzielę zawsze gotowała sobie zupę pomidorową. Po spacerze zabierała się też za dzwonienie do Rodziny. Tym razem wybrała numer Mamy Igi.
- Mamo, to Ty?
- Tak Danielko.
- Co porabiasz?
- Zapomniałam, że w Kraju Wąwozów jest dzień, a za Wielką Wodą już noc.
- Wypiłam na śniadanie mleko. Mam słabe zęby i kości, więc mleka nie żałuję. Na obiad zupa pomidorowa. Zażyłam tabletki szczęścia i wyszłam na obchód wioski. Pustki.
- Nie zapominaj o sobie. Masz się oszczędzać. Co jeszcze robisz?
- Noc Mamo była piękna, gwiaździsta. Lubię kontemplować Księżyc i eklipsy słoneczne.
- Masz to po Stanley'u. Jesteś romantyczką Danielko.
- Tak, Mamo - Romantyczką.
- Odpoczywaj, będziemy w kontakcie.
- Pa Mamo, pozdrów wszystkich.
- Trzymaj się Danielka !
Lato dwutysięcznego roku było zimne i deszczowe. Takie Daniela kochała.
W Niedzielę zawsze tylko zupa i mleko.
Nabożeństwa oglądała w telewizji satelitarnej.
- Mamo, to Ty?
- Tak Danielko.
- Co porabiasz?
- Zapomniałam, że w Kraju Wąwozów jest dzień, a za Wielką Wodą już noc.
- Wypiłam na śniadanie mleko. Mam słabe zęby i kości, więc mleka nie żałuję. Na obiad zupa pomidorowa. Zażyłam tabletki szczęścia i wyszłam na obchód wioski. Pustki.
- Nie zapominaj o sobie. Masz się oszczędzać. Co jeszcze robisz?
- Noc Mamo była piękna, gwiaździsta. Lubię kontemplować Księżyc i eklipsy słoneczne.
- Masz to po Stanley'u. Jesteś romantyczką Danielko.
- Tak, Mamo - Romantyczką.
- Odpoczywaj, będziemy w kontakcie.
- Pa Mamo, pozdrów wszystkich.
- Trzymaj się Danielka !
Lato dwutysięcznego roku było zimne i deszczowe. Takie Daniela kochała.
W Niedzielę zawsze tylko zupa i mleko.
Nabożeństwa oglądała w telewizji satelitarnej.
Stanley Werowski - Ojciec Danieli Werowskiej.
Stanley Werowsky wyemigrował za Wielką Wodę w 1998 roku, razem z żoną Igą i synem Sylwestrem. Mocny charakter ! Urodzony pod znakiem Bliźniąt, wesoły, rozgadany i towarzyski. Nad życie kochał swą żonę i dzieci. Zawsze wpajał Danieli porządne wartości. Z wykształcenia był oblatywaczem samolotów. W Starym Kraju zrobił licencję pilota boeingów. Iga była urzędniczką, zaś Sylwester psychologiem i pedagogiem, podobnie jak Daniela. Zamieszkali w Nowym Jorku. Daniela w 2000 roku zakupiła - jak już było mówione - seicento oraz ceglastą komórkę za pieniądze, które zaoszczędziła w pracy w korporacji. Stanley - jak to Stanley - był ciekawski świata. Inżynier lotnik, troszkę też chemik - o emigracji za Wielką Wodę podjął decyzję w jednej chwili. Daniela jednak w przeciwieństwie do reszty familii niezbyt chętnie opuszczała Stary Kraj. Stanley był czasem surowy , a czasem beztroski. Dzięki Tacie, Daniela - tam gdzie mogła, pomagała ludziom. Wielką uwagę dzięki Ojcu i Bratu - przyglądała się snom. Stanley był prawdziwym twardzielem. Daniela panicznie bała się latania samolotami, zaliczyła tylko raz - lot helikopterem. W pobliżu Werowa było bowiem małe lotnisko. Zaś prababcia Danieli w czasie II Wojny Światowej zajmowała się alianckim krypto - lotniskiem. Tak więc wszystko, co związane z Niebiosami - cały czas przewijało się w jej snach i tematach rozmów. "Stanley, och Stanley - twarda sztuka" - tak o papie naszej głównej bohaterki mówiła Pani Porządnicka.
Dalszy Ciąg Wielkiego Oczekiwania - Daniela już w Werowie.
W salonie Dworku na Wzgórzu znajdowała się galeria przodków
protestanckiej Danieli Werowskiej. Obrazy nocami łypały oczami. Lepiej
było nie zapalać lamp ! Wodziły za wzrokiem oglądaczy - jak na obrazie
"Mona Liza". Daniela wróciła seicentem z niedzielnego, porannego
nabożeństwa. Zaparzyła bezkofeinowej kawy a potem w oknie zapaliła
słabego papierosa. Pastor Thadeus Thor miał dziś wyjątkowo dobry humor.
Nawet będąc kalwinistą - można cieszyć się życiem. Po porannym spacerze
nad łąkami - Daniela sięgnęła po ukochaną książkę z dzieciństwa - po
serię "Emilka" Lucy Maud Montgomery. Przed przyjazdem do Werowa przeszła
tak zwane ustawienia systemowe. A pomógł jej w tym jej Anioł Stróż -
Marek. Ale wróćmy do Galerii . Najwyżej - nad wejściem do pokoju
gościnnego - gdzie wychodziło się na przepiękny balkon - wisiał portet
opisywanej już Adelajdy Pent. Tuż po lewej od wejścia - portret Samuela
Werowskiego - który był prapradziadkiem Danieli i wróżył z gwiazd. Tak,
był astromantą ! Inne portrety były nieznane Danieli. Często wycierała
pajęczyny. Pani Porządnicka dostała urlop. Był akuratnie lipcowy nów
Księżyca. Daniela wyjęła swoją ceglastą komórkę i zadzwoniła do Ojca zza
Wielkiej Wody.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.
Ps. Ja wprawdzie palę elektroniczne, ale Daniela paliła "śmierdziuchy" jak smok !
Są pewne nieścisłości - ale będą usuwane na bieżąco.
Doradzono mi, bym nie wysyłał do wydawnictw, a zamieszczał odcinki.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.
Ps. Ja wprawdzie palę elektroniczne, ale Daniela paliła "śmierdziuchy" jak smok !
Są pewne nieścisłości - ale będą usuwane na bieżąco.
Doradzono mi, bym nie wysyłał do wydawnictw, a zamieszczał odcinki.
Początek Wielkiego Oczekiwania. Prolog.
Nazywam się Daniela
Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym
Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem
filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę
i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj
Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście
zostawiłam przyjaciół i rodzinę. Jestem protestantką. Jestem
też potomkinią lokalnej szlachty.
Do Werowa przybyłam
pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca.
Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na
kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na
studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście
wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową
Rzeką, tnąc się. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani
Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej
psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest
psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą.
Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich
wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do
bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam
mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość.
Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, który trafi w lek.
Pani Doktor, do której
trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam
Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. Nienawidzi on zdaniem kolegów i koleżanek
inteligentnych ludzi. A pracuję w agencji reklamowej. Jestem
odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.
Piszę wiersze, co mi
pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne,
rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam
narzeczonego.
Werów leży na Południu
Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i
wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z
dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów
naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno
podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam
całkowicie.
Podobam się mężczyznom.
Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które
pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam
na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy
przeżywam lęki i łapie doły – chudnę. W każdej pracy podpadałam szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni
niezależną kobietą.
Ukochany Werów to wioska na
szczycie której stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest
drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją
Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą –
samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i
ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami
zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach,
zostawiając Męża i dwójkę dzieci.
Dworek był już wielokrotnie
remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo
pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście.
Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować,
sprzatać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie
przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków.
Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie
często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłąm nawet
pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie
dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.
Nad Krajem Lessów ścierają
się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście
szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o
umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba
wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy.
Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się
swoim seicentem, albo busami lub autobusami.
A teraz kilka słów o
Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała
nieco z boku swojej Rodziny. W annałach dworku odkryłam, że
zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta
jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały
strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny
na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych
informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu
Pagórka obserwowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodobnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając
żadnego śladu.
Kraj Lessów to kraina
mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych
źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałam
okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do
agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję
ten wypoczynek.
Panicznie boję się pająków
i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po
przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i
gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.
Biorę garściami Afobam.
Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i
histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają. Mam dwa miesiące, by
uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień
szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez
kozetki.
Żyję od świtu do
zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój
spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie
pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka
byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem
ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta
ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle
jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali
mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same
znajomości internetowe.
Przeszłam ustawienia
systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często,
bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini
astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to
rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często
widzę eklipsę Słońca i księżyca.
Pewne zmiany.
Od Poniedziałku, 16 - go marca 2019 roku, fragmenty Wielkiego Oczekiwania będą się ukazywać regularnie, w odcinkach. Trzymajcie kciuki za Danielę Werowską i jej przeżycia.
Piątki we Dworku na Wzgórzu.
Piątek był dla Danieli dniem sprzątania. Dawała wtedy wolne Pani Porządnickiej. Łyknęła z samego rana swoje tabletki szczęścia, dwa magnezy, napiła się łyka swej ulubionej kawy bezkofeinowej - i wyruszyła na obchód Werowa. Spotykała samych sąsiadów. Był mglisty i deszczowy lipiec dwutysięcznego roku. Takie lato - było dla niej bardzo przyjemne. W sklepie zakupiła lokalne gazety - i po powrocie spojrzała na ścienny zegar. Nie było jej aż 65 minut! Po powrocie zabrała się za to co kochała najbardziej - sprzątanie Dworku. Strych jednak pozostawiła swojemu losowi. Miała tam notatki ze studiów, stare podręczniki, a także - pamiętniki. Myła i wietrzyła dworek z zapałem. Po sprzątaniu zażywała kąpieli w olejkach eterycznych, sprowadzanych zza Wielkiej Wody. Przeziębienia się jej nie imały. Bardzo bliscy byli jej Staro - Chrześcijanie. Uwielbiała oglądać amerykańskie "Quo Vadis" z 1953 roku. Akurat kręcono lokalne, wapieńskie. Po relaksacyjnej kąpieli - wrzuciła kasetę do magnetowidu i zaczęła oglądać ten wspaniały film. Ulubioną aktorką Danieli była Deborah Kerr - przypominała jej Adelajdę Pent. Dniem odpoczynku Danieli była zaś sobota.
Czwartki we Dworku na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się po świadomych snach o szóstej. Zażyła tabletki - i - zeszła na dół wyrzucić śmieci. Tę noc spędziła na strychu, pośród rozmaitych bibelotów. Zaparzyła bezkofeinowej kawy. Włączyła komputer i zapisała swoje sny. Tym razem śnił się jej jakiś Wielki Teatr. Wyjęła ceglastą komórkę. Dzwonił przyjaciel zza Wielkiej Wody. Czwartek wakacyjny był dniem lektury. Seicento odpoczywało. Piątki zaś na wzgórzu były dniem sprzątania. Kochała to robić ! Pisała z pasją swoje pamiętniki. Chciała coś po sobie pozostawić. Potwornie bała się pająków, ale te omijały Dworek na Wzgórzu z daleka. Pani Porządnicka dostała wolne. Wszędzie towarzyszył jej Anioł Stróż. Miała uważać na czerwone. "Dom bez książek to jak dom bez duszy". Żadnej już nie planowała ani sprzedawać, ani oddawać. Marzyła jej się wyprawa do ciepłych krajów, ale tu - w Krainie Wąwozów można było poczuć się jak na południu Europy. Najdalej była na Słowacji, w 1998 roku. Była lokalną patriotką. Zegary w salonie tykały i tykały. Obrazy przodków łypały wciąż na siebie. Czasem się zapominała i zapadała w krótkie drzemki. Tak ! Uwielbiała oddawać się lekturze. I kochała też dokarmiać bezpańskie psy i koty, których w okolicy nie brakowało. Kochała to werowskie, deszczowe lato. Sprawdzała zawsze zakrzywienia czasoprzestrzeni. A były one na jej korzyść. Kiedyś marzyła o studiach astronomicznych i o fizyce jądrowej, jednak wybrała języki obce. Czwartki były dniem lektury, piątki zaś - sprzątania.
Środy we Dworku na Wzgórzu.
Daniela zerwała się o piątej nad ranem, zażyła tabletki szczęścia i wybrała się z listą zakupów do pobliskiego sklepu. Ceglasta komórka została w domu. We środy przynosiła do Dworku świeży chleb, mleko i kawę bezkofeinową - swoją ulubioną. Psychoterapię przerwała. Aaron jednak zastrzegł sobie prawo do wysłania listu, jeśli nasza Młoda Dama przerwie psychoanalizę. Spotykała po drodze samych sąsiadów. Patrzyła zawsze na nekrologi. Dwie Duszyczki ubyły tej nocy. Pomodli się za nie w Domu. Danieli wszędzie towarzyszył jej Anioł Stróż. Nazwała go jak Ewangelistę - Marek. Miała trzydzieści lat i całe życie przed sobą. Uważnie spisywała i publikowała w swoim dużym komputerze sny - a we śnie przychodzili do niej zawsze Zmarli z Rodziny. Środy były dniem wolnym. I dniem pisania wierszy oraz pamiętników. Danieli udał się ten:
Rodzina Danieli była bardzo mieszana religijnie. Mama Iga - była katoliczką. Tata - Stanely Werowsky - był kalwinistą. Brat - też psychoanalityk zza Wielkiej Wody - był osobą poszukującą. Bo w swej pracy psychologiczno - pedagogicznej zderzał się z rzeczami, na które mógł być nie przygotowany. Rodzina w rozsypce. Ale tu - w Werowie - Daniela w swym dworku na wzgórzu, czuła się jak ryba w wodzie. Kochała lato deszczowe i mgliste. W Mieście Wapieni pozostawiła bliższą i dalszą Rodzinę. Środa była dla niej czasem refleksji.
Ten sen się powtarza i powtarza.
Mijają nocne - upiorne godziny.
A Święty rusza się na obrazku i wywija oczami jak szalony.
I krzyczy, krzyczy wprost do mnie !
Że będzie walczyć na śmierć i życie.
A ja biorę do ręki Krucyfix i też krzyczę.
I egzorcyzmuję Go, aby już nie straszył.
Takie to dziwne sny mam.
Często mnie nawiedzają.
Z upiorami odważnie w nich walczę.
Czy tylko te sny mnie odwiedzają?
Rodzina Danieli była bardzo mieszana religijnie. Mama Iga - była katoliczką. Tata - Stanely Werowsky - był kalwinistą. Brat - też psychoanalityk zza Wielkiej Wody - był osobą poszukującą. Bo w swej pracy psychologiczno - pedagogicznej zderzał się z rzeczami, na które mógł być nie przygotowany. Rodzina w rozsypce. Ale tu - w Werowie - Daniela w swym dworku na wzgórzu, czuła się jak ryba w wodzie. Kochała lato deszczowe i mgliste. W Mieście Wapieni pozostawiła bliższą i dalszą Rodzinę. Środa była dla niej czasem refleksji.
Piątki w Dworku Na Wzgórzu.
Daniela przebudziła się tuż przed północą. Wypiła słabą, sypaną kawę i zabrała się do lektury pamiętników Adelajdy Pent - swej pra - pra - przodkini, która korespondowała z Galileuszem. W każdy piątek dawała wolne Pani Porządnickiej. Dla niej dniem wolnym była sobota. Pani Porządnicka dawała wskazówki Danieli: sprzątaj wolno słońce moje. Na wyniki badań Daniela musiała czekać jeszcze dwa miesiące. Lipiec dwutysięcznego roku był bardzo deszczowy w Krainie Wąwozów. Daniela uwielbiała sprzątać. Było zawsze tak czysto, że żaden pajączek nie śmiał wejść z łąki na teren dworku. Daniela zawsze sprawdzała pogodę dla swojej gminy. W piątki też jeździła na psychoterapię do Aarona. Jednak tego piątku sesję odwołała. I tak mijały dnie i noce, noce i dnie w Dworku na Wzgórzu. Obrazy przodków łypały na siebie. A ulubioną bajką Danieli - polecaną także dla dorosłych był "Hrabia Kaczula". Niewydarzony wąpierz, który zamiast krwi uwielbiał ketchup. Daniela uwielbiała swoje małe, nowiusieńkie Seicento. Kiedy miała zły dzień - odpalała go i wędrowała po Krainie Wąwozów. Ale Piątek był jej. Był jej dniem. Pisała, dużo pisała i dużo czytała. Herbaty w jej dworku nie mogło zabraknąć - podobnie kawy sypanej - jej ulubionej, którą kupowała w sklepie za rogiem. Jej ulubioną postacią była Królowa Wiktoria. A także - Diana. Oglądała jej pogrzeb w 1997 roku, we wrześniu, na czarno - białym telewizorze swej Babci Igi.Daniela wierzyła w reinkarnację. Ubóstwiała koty, nie lubiła psów, poza wilczurami, których w Werowie było multum.
Dolina Nowej Rzeki.
Domek w Dolinie Nowej Rzeki należał do klanu Werowskich od niepamiętnych lat. To tutaj Adelajda Pent dokonywała swych obserwacji astronomicznych. To tutaj Joachim Ferrum próbował zamienić rtęć w złoto. Ulubionym teledyskiem Danieli Werowskiej był wideoklip Tasmin Archer "Sleeping Satellite". Mogła go w nieskończoność słuchać. Kiedy go oglądała na starym, wysłużonym magnetowidzie (a mamy rok dwutysięczny), wracała chwilami do ukochanej swej epoki - średniowiecza. Nastrajał ją optymistycznie, do działania i do spania również też. Daniela kochała patrzeć w piękno gwiaździstego Nieba, podobnie jak jej przodkowie. To doliną Nowej Rzeki podróżowali Rzymianie po bursztyn nad Morze Północne, to tutaj Zielarka - Farmaceutka zbierała zioła w czasie Pełni Miesiączka, to tutaj Daniela w chwilach załamań nerwowych uciekała. Dom był pusty, czekał na urządzenie. Był to niegdyś domek letniskowy Werowskich. Żadne insekty się go nie imały. Daniela po powrocie ze sklepów - a była rannym ptaszkiem - wypijała łyk kawy bezkofeinowej, brała lekarstwa i wędrowała do domku w Dolinie. Te łąki same pisały swe historie. Domek był murowany, ceglasty. Ale miał poddasze murowane. W chwilach dzieciństwa Daniela wraz z kolegami i koleżankami z sąsiedztwa - bawiła się pierwszy raz w butelkę. I w czasie Sobótek poznała smak pędzonego bimbru przez sąsiadów. Sobótki były wspaniałym świętem. Obchodzono je co roku w Wielki Piątek. Miały swoją magię, gdy przez zapalone opony gawiedź skakała przez ogniska.
Wielkie Oczekiwanie - Ciąg dalszy. Daniela wspomina Aarona - swego psychoanalityka.
Aaron miał 55 lat. Starannie ukrywał przed Danielą swój stan cywilny. Ale mógłby być bratem Danieli, który za Wielką Wodą też był psychoanalitykiem. Daniela nie mogła go rozgryźć. Terapia trwała 60 sesji, każda po 60 minut. Danielę przytłaczały sesje , w czasie których była cisza. Boi się Pani ciszy, Pani Danielo - rzekł któregoś wieczoru. Najlepiej udawały się sesje, które były umawiane umyślnie przez Aarona po zachodzie słońca. Koleżanka Danieli - uważała, że sesje są niepotrzebne, że Aaron zakochał się w Danieli. Daniela jednak chciała pokazać, że jest silna. Złościła się w fotelu, czasem płakała. Ale często patrzyła na zegar ścienny, umieszczony tuż za głową Terapeuty.
- Pani Danielo, odnoszę wrażenie, że mnie Pani nie lubi. Ale każda sesja jest dla mnie z Panią przyjemna.
- Panie Aaronie, ale ponoć terapia ma nie być przyjemna.
Daniela unikała wątków miłosnych.
Bała się ich. Miała 30 lat - i całe życie przed sobą.
W końcu Aaron spojrzał na zegar tuż za głową Danieli i odrzekł: to tyle na dzisiaj.
Otworzyli swoje kalendarze.
- Czy pasuje Pani termin 30 czerwca, godzina dwudziesta?
- Tak, Panie Aaron, pasuje.
Daniela zostawiła pieniądze, uścisnęli sobie dłonie i delikatnie opuściła gabinet.
Wsiadła do swojego seicenta i odjechała w stronę Werowa.
- Pani Danielo, odnoszę wrażenie, że mnie Pani nie lubi. Ale każda sesja jest dla mnie z Panią przyjemna.
- Panie Aaronie, ale ponoć terapia ma nie być przyjemna.
Daniela unikała wątków miłosnych.
Bała się ich. Miała 30 lat - i całe życie przed sobą.
W końcu Aaron spojrzał na zegar tuż za głową Danieli i odrzekł: to tyle na dzisiaj.
Otworzyli swoje kalendarze.
- Czy pasuje Pani termin 30 czerwca, godzina dwudziesta?
- Tak, Panie Aaron, pasuje.
Daniela zostawiła pieniądze, uścisnęli sobie dłonie i delikatnie opuściła gabinet.
Wsiadła do swojego seicenta i odjechała w stronę Werowa.
Dalszy ciąg o Danieli Werowskiej.
W salonie Dworku na Wzgórzu znajdowała się galeria przodków protestanckiej Danieli Werowskiej. Obrazy nocami łypały oczami. Lepiej było nie zapalać lamp ! Wodziły za wzrokiem oglądaczy - jak na obrazie "Mona Liza". Daniela wróciła seicentem z niedzielnego, porannego nabożeństwa. Zaparzyła bezkofeinowej kawy a potem w oknie zapaliła słabego papierosa. Pastor Thadeus Thor miał dziś wyjątkowo dobry humor. Nawet będąc kalwinistą - można cieszyć się życiem. Po porannym spacerze nad łąkami - Daniela sięgnęła po ukochaną książkę z dzieciństwa - po serię "Emilka" Lucy Maud Montgomery. Przed przyjazdem do Werowa przeszła tak zwane ustawienia systemowe. A pomógł jej w tym jej Anioł Stróż - Marek. Ale wróćmy do Galerii . Najwyżej - nad wejściem do pokoju gościnnego - gdzie wychodziło się na przepiękny balkon - wisiał portet opisywanej już Adelajdy Pent. Tuż po lewej od wejścia - portret Samuela Werowskiego - który był prapradziadkiem Danieli i wróżył z gwiazd. Tak, był astromantą ! Inne portrety były nieznane Danieli. Często wycierała pajęczyny. Pani Porządnicka dostała urlop. Był akuratnie lipcowy nów Księżyca. Daniela wyjęła swoją ceglastą komórkę i zadzwoniła do Ojca zza Wielkiej Wody.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.
Poranne refleksje - i "Kres Nocy".
Schodziłem dziś trzy razy. najpierw śmieci, potem mleko i jogurt na oczy w stokrotce i już przy Lampce kawa zbożowa i wyciszająca herbatka melisa z miętą. Mamy dziś w Miasteczku niestety trzy pogrzeby. Pod Aniołami za rękę idziemy. Pięknie dziś świecił nad Cmentarzem Miesiączek w znaku Koziorożca.
Kres Nocy
Nie wszystko dla nas stracone
Szukamy szczęścia w łyku wody
Rośliny nad ranem są oszronione
Wiele na tym świecie przy życiu wszystkich trzyma
U kresu nocy już wszystko inne
Bałwany obłoków śmieją się
Wskazuje palcem Wielką Niedźwiedzicę -
- A gdzie tam ona tez śmieje się
Śnią wszyscy: gwiazdy, ludzie zwierząt stada
Śnią ludzie i anioły
Nie wszystko przeciw nam się układa
Bo gdzie u kresu nocy nasza wiara?
Nasz przeciwnik nie śmieje się
Bo u kresu nocy tutaj gdzie wszystko
Popiołem i ogniem wytracone
Szczęśliwie płonie nasza poranna gwiazda
Jak wspomniałem nie wszystko dla nas stracone
XII 2016.
Kres Nocy
Nie wszystko dla nas stracone
Szukamy szczęścia w łyku wody
Rośliny nad ranem są oszronione
Wiele na tym świecie przy życiu wszystkich trzyma
U kresu nocy już wszystko inne
Bałwany obłoków śmieją się
Wskazuje palcem Wielką Niedźwiedzicę -
- A gdzie tam ona tez śmieje się
Śnią wszyscy: gwiazdy, ludzie zwierząt stada
Śnią ludzie i anioły
Nie wszystko przeciw nam się układa
Bo gdzie u kresu nocy nasza wiara?
Nasz przeciwnik nie śmieje się
Bo u kresu nocy tutaj gdzie wszystko
Popiołem i ogniem wytracone
Szczęśliwie płonie nasza poranna gwiazda
Jak wspomniałem nie wszystko dla nas stracone
XII 2016.
Nocna Odsiecz - z Annałów Bloga.
Odsiecz jak zwykle nadeszła.
Oczekiwałem jej wśród otwartych ran.Ale kostucha z kosą do mnie podeszła -
- wskazując ścieżkę do zaświatów bram.
Leżąc na łące pokrwawiony - słyszałem dziwne odgłosy.
Lecącą krew powstrzymały strupy.
Wsłuchiwać się zacząłem w pobliskiej rzeki szlam.
Coś jednak odratowało znienacka!
Pytam siebie? Co to było?
Odsiecz zwykle przychodzi prostacka.
Popatrzyłem za siebie, tam.
Zobaczyłem Anioła i diabła.
Nieziemski był to widok.
A więc odsiecz z niebios spadła.
Bo Anioł na polu bitwy w końcu został sam.
Uniknąłem smrodu siarki.
Straszono nas nią od narodzin.
Przebrały się jednak wszystkie ziemskie miarki.
Oczekiwałem odsieczy przez wiele nocnych godzin.
Bezsenność - z annałów bloga.
Bezsenność...Insomnia -
Zamykając oczy po zmroku
zasypiasz z wątpliwą nadzieją
że Twoje demony nie zrobią półkroku
co najmniej do trzeciej nad ranem.
Zażyłaś tabletkę nasenną
za oknem półświatła osiedla
śnisz noc odległą, wiosenną
lecz bańka nocnych widziadeł jest smętna.
Na niebie panuje Księżyc w nowiu
i tak nie jest tu ważny
budzisz się jak zwykle - przed północą
Twój cień na ścianie straszy
Letnia noc, zimowa noc...
cóż je takiego łączy?
Bezsenność trwa i będzie trwać
Póki żywota kto nie zakończy.
Ku Pełni !
Świecisz Miesiączku nad sąsiednim blokiem.
Anioły nowe przywołujesz.
Zmierzasz ku Pełni !
Nadgryziony przez Smoka jesteś.
Łyk lurowatej i zimnej kawy - popity magnezem.
Mięta i melisa i kawa zbożowa czekają.
Moje oko bystre, chociaż krótkowzroczne.
Nowa dusza gotowa do przeprowadzenia.
"Tak niewiele chcemy, ale tak dużo dajemy".
Sny piękne o Lasach Świętokrzyskich były.
Ze zmarłymi Ludzie Nocy kontaktują się.
Na falach radiowych się łączymy.
"Piękna gwiaździsta Noc - szukam namiastki istnienia...".
Widnokrąg upstrzony granatem gwiazd i planet jest.
Miesiączek w znaku Raka króluje tej Nocy.
Gdzieś tam, - w oddali.
Nowe Anioły się poczną.
Gdzieś tam - wysoko -
- w trajektoriach komet -
- ktoś się naradza, a ktoś umiera.
Pod rękę z Aniołami Stróżami.
Umysł i oko jednak bystre.
Anioły nowe przywołujesz.
Zmierzasz ku Pełni !
Nadgryziony przez Smoka jesteś.
Łyk lurowatej i zimnej kawy - popity magnezem.
Mięta i melisa i kawa zbożowa czekają.
Moje oko bystre, chociaż krótkowzroczne.
Nowa dusza gotowa do przeprowadzenia.
"Tak niewiele chcemy, ale tak dużo dajemy".
Sny piękne o Lasach Świętokrzyskich były.
Ze zmarłymi Ludzie Nocy kontaktują się.
Na falach radiowych się łączymy.
"Piękna gwiaździsta Noc - szukam namiastki istnienia...".
Widnokrąg upstrzony granatem gwiazd i planet jest.
Miesiączek w znaku Raka króluje tej Nocy.
Gdzieś tam, - w oddali.
Nowe Anioły się poczną.
Gdzieś tam - wysoko -
- w trajektoriach komet -
- ktoś się naradza, a ktoś umiera.
Pod rękę z Aniołami Stróżami.
Umysł i oko jednak bystre.
Lipcowa Noc - z Annałów Bloga.
Piękna Lipcowa Noc.
Szukam namiastki natchnienia.
Rechot żab na Północy ustał -
- pewnie któraś w Księcia dla Księżniczki się zmienia.
Księżyc nad zachodnim widnokręgiem -
- zmierzający do Pełni jest zamglony.
Wszystko spokojnie układa się w schemat -
- nie jestem wcale tym zdziwiony !
Można było za rękę przez park z kimś iść.
Noc z Niedzieli na Poniedziałek jest piękna.
Odróżniam już kolory Nocy -
- wybiła na Cmentarnej Sygnaturce Północy chwila.
W tę piękną, lipcową noc - kiedy powietrze nad ranem jest rześkie -
- Snuję plany i marzenia -
- nie są one zbyt wielkie.
Wiersz jest nieco zmodyfikowany. Został napisany w 2017 roku, natchnienie jak zawsze nadeszło "z Góry". A dziś pięknie świeci Miesiączek nad naszą małą Ojczyzną.
Szukam namiastki natchnienia.
Rechot żab na Północy ustał -
- pewnie któraś w Księcia dla Księżniczki się zmienia.
Księżyc nad zachodnim widnokręgiem -
- zmierzający do Pełni jest zamglony.
Wszystko spokojnie układa się w schemat -
- nie jestem wcale tym zdziwiony !
Można było za rękę przez park z kimś iść.
Noc z Niedzieli na Poniedziałek jest piękna.
Odróżniam już kolory Nocy -
- wybiła na Cmentarnej Sygnaturce Północy chwila.
W tę piękną, lipcową noc - kiedy powietrze nad ranem jest rześkie -
- Snuję plany i marzenia -
- nie są one zbyt wielkie.
Wiersz jest nieco zmodyfikowany. Został napisany w 2017 roku, natchnienie jak zawsze nadeszło "z Góry". A dziś pięknie świeci Miesiączek nad naszą małą Ojczyzną.
Słońce i Księżyc tańcują na Niebie.
Nadranny spacer - same Anioły.
Wizyta w Banku, na Poczcie, i w sklepach - jakże ciekawa.
Tuż za rogiem czeka wielka przygoda.
Anioły, Archanioły i Ziemia.
I elektroniczne Anioły Stróże.
"Któż z nami? Któż przeciwko nam"?
Tabletki Szczęścia każdy jakieś zażył.
Wzmacniam się magnezem, miętą oraz melisą.
I Gwiaździstej Nocy wypatruję.
Czy ufać Przepowiadaczom Pogody?
Mędrzec w Podziemnym Świecie wciąż czyta skomplikowane horoskopy.
W 2017 roku - coś mi się wyśniło.
"Przed pochwyceniem". Przed ucieczką z Aniołami w nieznane.
A mieszkam w ciekawym miejscu.
Gdzie słychać głosy nad ranem pełne lamentacji i Płaczu.
Każdy z nas dźwiga jakiś Krzyż.
Ja wierzę.
Ja mocno wierzę.
Byłem niedowiarkiem, który uwierzył.
Wizyta w Banku, na Poczcie, i w sklepach - jakże ciekawa.
Tuż za rogiem czeka wielka przygoda.
Anioły, Archanioły i Ziemia.
I elektroniczne Anioły Stróże.
"Któż z nami? Któż przeciwko nam"?
Tabletki Szczęścia każdy jakieś zażył.
Wzmacniam się magnezem, miętą oraz melisą.
I Gwiaździstej Nocy wypatruję.
Czy ufać Przepowiadaczom Pogody?
Mędrzec w Podziemnym Świecie wciąż czyta skomplikowane horoskopy.
W 2017 roku - coś mi się wyśniło.
"Przed pochwyceniem". Przed ucieczką z Aniołami w nieznane.
A mieszkam w ciekawym miejscu.
Gdzie słychać głosy nad ranem pełne lamentacji i Płaczu.
Każdy z nas dźwiga jakiś Krzyż.
Ja wierzę.
Ja mocno wierzę.
Byłem niedowiarkiem, który uwierzył.
Płomienne włosy Loretty i czasem Moje.
Tajemnicza Loretta gra na akordeonie.
Tajemniczy Most spina dwa Światy.
Tańczę i tańczę w rytm przodków pieśni.
Słowianie, Celtowie, Germanie -
- ich krew płynie w naszych żyłach.
Pamiętam czas - gdy dwie dekady temu -
- grajek grał na akordeonie przed mym blokiem.
Pieniądze mu rzucaliśmy.
Mleko, szklanka mleka !
Wieczny Post także dla nas.
Potężni nasi Archaniołowie.
Potężni nasi zmarli.
Mróz nad Krajem Lessów nastał.
Lurowata kawa gotowa.
Z fusów tej nocy wróżyć nie będę.
O Tajemnicza Loretto !
- Jakże podobna jesteś do mej Matki.
Me włosy też płoną w świetle rachitycznego Słońca, także zimą.
Słowiańskie Sławy, Celtyckie Loretty.
I Starsi Bracia w Wierze, których krzyk wciąż słychać.
Tajemniczy Most spina dwa Światy.
Tańczę i tańczę w rytm przodków pieśni.
Słowianie, Celtowie, Germanie -
- ich krew płynie w naszych żyłach.
Pamiętam czas - gdy dwie dekady temu -
- grajek grał na akordeonie przed mym blokiem.
Pieniądze mu rzucaliśmy.
Mleko, szklanka mleka !
Wieczny Post także dla nas.
Potężni nasi Archaniołowie.
Potężni nasi zmarli.
Mróz nad Krajem Lessów nastał.
Lurowata kawa gotowa.
Z fusów tej nocy wróżyć nie będę.
O Tajemnicza Loretto !
- Jakże podobna jesteś do mej Matki.
Me włosy też płoną w świetle rachitycznego Słońca, także zimą.
Słowiańskie Sławy, Celtyckie Loretty.
I Starsi Bracia w Wierze, których krzyk wciąż słychać.
Nów, Nów i Po Nowiu. 24/25 XI 20120 roku.
Nów niestety w Krainie Lessów był niewidoczny. Ale zachęcam do obserwacji wschodów Słonka - często przez szyby naszych mieszkań wychodzących na Południe widać eklipsę. Ja eklipsę nauczyłem się obserwować w 2017 roku. Eklipsy Słonka i Miesiączka. Księżyc towarzyszy mi od zawsze. Mój pierwszy sen z dzieciństwa to kolorowa fotografia koło domu mojej zmarłej Śp. Babci Heleny : milion rowerów i nad nimi tysiące Miesiączków. Sny można rozpatrywać na wiele sposobów. Kraj Lessów mlekiem i miodem płynie. Na Nowiu się odradzamy. Jak Feniks z Popiołów. Aktualnie u mnie dym gorącej kawy zbożowej miesza się z zimną rozpuszczalną i dymem elektronicznych Aniołów Stróżów. Z jednym dzielnie walczę. Słucham Hymnów Anglikańskich. Te to mają chorał. Mój rytm dobowy wyznacza Miesiączek. "Wielkie Oczekiwanie" wciąż się piszę, powalczymy na wiosnę o wydanie w formie elektronicznej. Piękna, gwiaździsta Noc nad Krajem Lessów nastała. Same Anioły Stróże widzę.
Nów Miesiączka -
- krótkowzroczne me oko Cię nie dostrzegło.
Lornetka gotowa była.
Teleskop wszak nam niepotrzebny.
Wczoraj Gwiazdę Wieczorną widziałem.
Tuż nad sąsiednim blokiem.
Często w trajektoriach planet - widzę same Anioły.
Trajektorii komet - jak w 1997 roku wypatruję.
Miesiąc temu nad ranem - bolid widziałem.
Niebiańska Jeruzalem !
Do Ciebie wędruję dusze Ludzi i Zwierząt.
Czy reinkarnacja istnieje?
To pytanie zadałem Mędrcowi.
Jednak On wciąż czyta zatroskany horoskopy.
I wszyscy w trajektoriach gwiazd, planet i Miesiączka - Dusze widzimy.
Nów Miesiączka -
- krótkowzroczne me oko Cię nie dostrzegło.
Lornetka gotowa była.
Teleskop wszak nam niepotrzebny.
Wczoraj Gwiazdę Wieczorną widziałem.
Tuż nad sąsiednim blokiem.
Często w trajektoriach planet - widzę same Anioły.
Trajektorii komet - jak w 1997 roku wypatruję.
Miesiąc temu nad ranem - bolid widziałem.
Niebiańska Jeruzalem !
Do Ciebie wędruję dusze Ludzi i Zwierząt.
Czy reinkarnacja istnieje?
To pytanie zadałem Mędrcowi.
Jednak On wciąż czyta zatroskany horoskopy.
I wszyscy w trajektoriach gwiazd, planet i Miesiączka - Dusze widzimy.
Poranne Refleksje na Nowiu Księżyca.
Krzątaninę miałem. Kocham swoje Miasto - co Uzdrowiskiem mam być. Spacerowałem i nad ranem i o świcie, i wtedy gdy nad Cmentarzem już było przepiękne Słońce w znaku Wodnika. Mieszkanie mam wyglancowane. Samych znajomków spotykałem. Słucham piosenki "Heroes" Mansa Zelmerlowa. Zaparzyłem słabej i zimnej jak ma Bohaterka kawy, mięta stygnie, kawa zbożowa też. Zainwestowałem w nowego elektronika - mam ich aż sześć. Jeden ma moc ogromniastą, dlatego też oszczędzam go. Mam Płaską Ziemię, Nobla może nie dostanę - ale komuś zawsze miłym słowem mogę pomóc. Świeci Lampa. Zaś pewnikiem już niebawem, pod wieczór - zaobserwować będzie można eklipsę. Ktoś mnie klepie po ramieniu i ugniata kręgosłup. Jak moja Kocica - Tup Tuś. Odeszłą za Tęczowy Most w 2015 roku. Ale jej duch jest obecny. Plany mam dalekosiężne - latem Rzym, potem Skandynawia, bo ja chłód uwielbiam ! I jestem fanem Konkursu Piosenki Eurowizji - Gabi dała z Siebie wszystko ! A teraz sen, lekka zimna kawa, mięta, silny elektronik i kawy zbożowe tez mam pod ręką. Na Płaskiej Ziemi mieszkam - i jak to koleżanka z czasów niedoli określiła : jesteście Panowie Dżentelmenami. Dżentelmenem jestem, przyznam się. Laurka od niej: "Żyję pod osłoną Nieba więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.". I mam pełen komfort termiczny. Ktoś głaszcze mnie po ramieniu. Trzymajcie się !
Nocna Ćma - wspomnienia z lipca.
Nocna Ćma.
Właśnie zakończyła swój żywot.
Wczoraj potrójną eklipsę widziałem.
Kraj Lessów mlekiem i miodem płynie.
Odprowadzone dusze przodków.
Lampy Zmierzchowe płoną.
Wiatr od Południa nas strzeże.
Trajektorie komet.
Trajektorie samolotów.
Armia Boga wszędzie.
Mleko już gotowe.
Deszcze życiodajne idą.
Dym z papierosa elektronicznego miesza się z dymem stygnącej kawy.
Peany ku czci Miesiączka piszę.
Wszędzie już tylko dusze -
- żelazkowate kształty wzbijają się do góry.
Dzień nastał, Noc nastała.
Anioły Stróże nas strzegą.
Północny Kraj - z Annałów Bloga.
W północnym kraju mieszkam.
Tam - w małym miasteczku.
Nikogo od dawna nie odwiedzam.
I pies bezpański nie odpowiada na "piesku".
Północny Kraj - gdzie niebo szare.
Obłoki suną po strzelistych dachach.
Nikt tu serdeczności nie oddaje.
I wszyscy żyją w historii strachach.
Ten Kraj jest bardzo dumny - liczę jego Bohaterów w pogrzebowych stosach.
On nigdy nie będzie trudny -
- dla Ludzi sunących po obłokach.
Tam - w małym miasteczku.
Nikogo od dawna nie odwiedzam.
I pies bezpański nie odpowiada na "piesku".
Północny Kraj - gdzie niebo szare.
Obłoki suną po strzelistych dachach.
Nikt tu serdeczności nie oddaje.
I wszyscy żyją w historii strachach.
Ten Kraj jest bardzo dumny - liczę jego Bohaterów w pogrzebowych stosach.
On nigdy nie będzie trudny -
- dla Ludzi sunących po obłokach.
Z annałów Bloga na Bloxie - Autoportet.
Słowiańskie imię noszę.
Słowiańskie nazwisko też.
Lecz kosztów żadnych nie ponoszę.
Za wszechświat wzdłuż i wszerz.
Piwne oczęta mam - po dość odległych przodkach.
Spójrz w nie - a Ja Tobie dam - prztyka w Twój Rzymski nosek.
W tej Krainie Lessów wszystko dziwne !
Same półcienie pałętają się.
I budzą budzą nad ranem wszystkich.
Wtedy, gdy Ja zazwyczaj nie śpię.
"Wielkie Oczekiwanie" - fragment wysłany do Novae Res.
Nazywam się Daniela
Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym
Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem
filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę
i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj
Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście
zostawiłąm przyjaciół i rodzinę. Jestem protestantką. Jestem
też potomkinią lokalnej szlachty.
Do Werowa przybyłam
pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca.
Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na
kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na
studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście
wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową
Rzeką, tnąc się. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani
Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej
psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest
psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą.
Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich
wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do
bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam
mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość.
Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, któy trafi w lek.
Pani Doktor, do której
trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam
Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. W korporacji mnie
prześladował Szef. Nienawidzi on zdaniem kolegów i koleżanek
inteligentnych ludzi. A pracuję w agencji reklamowej. Jestem
odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.
Piszę wiersze, co mi
pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne,
rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam
narzeczonego.
Werów leży na Południu
Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i
wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z
dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów
naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno
podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam
całkowicie.
Podobam się mężczyznom.
Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które
pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam
na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy
przeżywam lęki i łąpię doły – chudnę. W każdej pracy
podpadałąm szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni
niezależną kobietą.
Ukochany Werów to wioska na
szczycie któej stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest
drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją
Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą –
samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i
ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami
zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach,
zostawiając Męża i dwójkę dzieci.
Dworek był juz wielokrotnie
remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo
pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście.
Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować,
sprzatać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie
przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków.
Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie
często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłąm nawet
pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie
dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.
Nad Krajem Lessów ścierają
się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście
szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o
umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba
wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy.
Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się
swoim seicentem, albo busami lub autobusami.
A teraz kilka słów o
Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała
nieco z boku swojej Rodziny. W annałąch dworku odkryłam, że
zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta
jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały
strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny
na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych
informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu
Pagórka obserowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty.
Prawdopodbnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając
żadnego śladu.
Kraj Lessów to kraina
mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych
źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałąm
okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do
agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję
ten wypoczynek.
Panicznie boję się pająków
i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po
przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i
gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.
Biorę garściami Afobam.
Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i
histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają. Także
panicznie boje się dentystów i lekarzy. Mam dwa miesiące, by
uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień
szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez
kozetki.
Żyję od świtu do
zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój
spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie
pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka
byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem
ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta
ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle
jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali
mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same
znajomości internetowe.
Przeszłam ustawienia
systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często,
bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini
astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to
rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często
widzę eklipsę Słońca i księżyca.
Odsiecz Nocna.
.Odsiecz jak zwykle nadeszła.
Oczekiwałem jej wśród otwartych ran.
Ale kostucha z kosą do mnie podeszła -
- wskazując ścieżkę do zaświatów bram.
Leżąc na łące pokrwawiony - słyszałem dziwne odgłosy.
Lecącą krew powstrzymały strupy.
Wsłuchiwać się zacząłem w pobliskiej rzeki szlam.
Coś jednak odratowało znienacka!
Pytam siebie? Co to było?
Odsiecz zwykle przychodzi prostacka.
Popatrzyłem za siebie, tam.
Zobaczyłem Anioła i diabła.
Nieziemski był to widok.
A więc odsiecz z niebios spadła.
Bo Anioł na polu bitwy w końcu został sam.
Uniknąłem smrodu siarki.
Straszono nas nią od narodzin.
Przebrały się jednak wszystkie ziemskie miarki.
Oczekiwałem odsieczy przez wiele nocnych godzin.
Oczekiwałem jej wśród otwartych ran.
Ale kostucha z kosą do mnie podeszła -
- wskazując ścieżkę do zaświatów bram.
Leżąc na łące pokrwawiony - słyszałem dziwne odgłosy.
Lecącą krew powstrzymały strupy.
Wsłuchiwać się zacząłem w pobliskiej rzeki szlam.
Coś jednak odratowało znienacka!
Pytam siebie? Co to było?
Odsiecz zwykle przychodzi prostacka.
Popatrzyłem za siebie, tam.
Zobaczyłem Anioła i diabła.
Nieziemski był to widok.
A więc odsiecz z niebios spadła.
Bo Anioł na polu bitwy w końcu został sam.
Uniknąłem smrodu siarki.
Straszono nas nią od narodzin.
Przebrały się jednak wszystkie ziemskie miarki.
Oczekiwałem odsieczy przez wiele nocnych godzin.
Nadranny Księżyc - przypomnienie wpisu.
Zmierzasz do Pełni.
Właśnie Cię zobaczyłem.Nad sąsiednim blokiem.
Miesiączku - przyniosłeś nocny deszcz.
Nadranna modlitwa wraz z gorącą kawą wznosi się do góry.
Armia Boga nad Nami czuwa.
Szukałem Cię wczoraj - ale nie dojrzałem.
Bo zachód Lampki przespałem.
Ale teraz Cię widzę - i cieszę się, że rozpraszasz chmury.
Czuwaj w znaku ugodowej Ryb nad nami.
Anioł Stróż przy mym ramieniu.
"Ale istnieje inny Kraj".
Ten Kraj to Królestwo Księżyca.
Noc Lipcowa - z annałów bloga.
szukam namiastki spełnienia
rechot żab na północy ustał
pewnie któraś w księcia się zmienia
Księżyc nad zachodnim niebem
zmierzający do pełni, jest zamglony
wszystko dziwnie spokojne, układa się w schemat
- nie jestem wcale tym zdziwiony
Można było przez park z kimś za rękę iść
noc z niedzieli na poniedziałek jest piękna
czeka mnie bezsenny czas
rzeka naszych marzeń jest mętna.
Nie odróżniam nocnych kolorów
- chyba noc mi sprzyja
granat upstrzony srebrem nie pociąga już
nadeszła północy chwila
W tę piękną lipcową noc
kiedy powietrze za oknem rześkie
spisuję z powietrza garść snów i słów
rzucam nimi o podłogę – nie są one wielkie
Kilka zwrotek, kilka rymów
mogę w nieskończoność pisać
Kawa nie smakuje nam jak dawniej
wszystko zmurszałe – i z losem trzeba igrać
Piękna lipcowa noc – nad ranem
piękną i letnią miała być – jak dawniej
przykładam nos do szyby owinięty w koc
wodzę wzrokiem po gwiezdnych szlakach -
- i wypatruję przeznaczenia swego noc..
Ku Pamięci Małgorzaty Braunek.
"Wybiła siódma rano.
Wypijam łyk mleka doprawiony cukierkiem.
Moje kości mocne i zdrowe.Dobrze widzę i dobrze słyszę.
Wszędzie Dobrych Ludzi widzę.
Wszędzie Armyja Boga.
Miesiączek nas prowadzi.
Miesiączek wskazuje drogę do Bram Raju".
Z annałów Bloga = Na rozstajnych Drogach...
Rozstajne Drogi - Anno Domini 2016.
Na rozstajnych drogach Nocą - Grabarz sypie piachu czasem.
Przemyka zbłąkana kometa - świszcząc rzuca odłamków gradem.
A tam obok, w ziemi - na głębokości dwóch metrów -
- spoczywa zgniłe Ciało - kiełkujące w ziarenka prochu.
Bezimienny Człowiek w nim pochowany - nie ON jeden chyba.
Na pewno samobójca - Nad grobem zawisła strzyga.
Tak niewiele pamiętamy, albo to co chcemy.
Chodząc po Ziemi wciąż szczęścia szukamy - Ale !
- Tam wysoko w górze - na pewno wieczniejemy.
Wiersz nieco turpistyczny i nie na Święta, ale pamięć mam bardzo dobrą .
Na rozstajnych drogach Nocą - Grabarz sypie piachu czasem.
Przemyka zbłąkana kometa - świszcząc rzuca odłamków gradem.
A tam obok, w ziemi - na głębokości dwóch metrów -
- spoczywa zgniłe Ciało - kiełkujące w ziarenka prochu.
Bezimienny Człowiek w nim pochowany - nie ON jeden chyba.
Na pewno samobójca - Nad grobem zawisła strzyga.
Tak niewiele pamiętamy, albo to co chcemy.
Chodząc po Ziemi wciąż szczęścia szukamy - Ale !
- Tam wysoko w górze - na pewno wieczniejemy.
Wiersz nieco turpistyczny i nie na Święta, ale pamięć mam bardzo dobrą .
Z annałów bloga - Demoniczny Święty.
Ten sen się powtarza i powtarza.
Mijają nocne - upiorne godziny.
A Święty rusza się na obrazku i przewraca oczy jak szalony.
I krzyczy, wciąż krzyczy do mnie - że będzie walczyć na śmierć i życie.
A ja biorę do ręki Krucyfiks od Bierzmowania i też krzyczę -
- i egzorcyzmuję go, żeby już nie straszył.
Takie to dziwne sny mam - często mnie nawiedzają.
Z upiorami odważnie w nich walczę -
czy tylko mnie te straszydła odwiedzają ?
Mijają nocne - upiorne godziny.
A Święty rusza się na obrazku i przewraca oczy jak szalony.
I krzyczy, wciąż krzyczy do mnie - że będzie walczyć na śmierć i życie.
A ja biorę do ręki Krucyfiks od Bierzmowania i też krzyczę -
- i egzorcyzmuję go, żeby już nie straszył.
Takie to dziwne sny mam - często mnie nawiedzają.
Z upiorami odważnie w nich walczę -
czy tylko mnie te straszydła odwiedzają ?
Refleksje z dnia 21 XII 2019 roku.
Alkoholu nie pijam od dwóch lat. Ja już na elektroniczne przeszedłem. Dziś w Kraju Lessów była piękna pogoda. Zaopatrzyłem się w drugiego Anioła Stróża. Każdy kogoś ochrania, każdy o kogoś się troszczy. Co do Nobla : mój Szwagier rzecze: każdy ma inne wizje. To prawda. Wzmacniam się witaminami, kawami zbożowymi oraz wapowaniem. Każdy ma inny Traktat z Górą. Ja wierzę ! Byłem niedowiarkiem . który uwierzył w Boga. I wtedy stał się cud. A teraz relaksuję się słuchaniem hymnów anglikańskich. Ktoś poklepuje mnie po ramieniu. W Niedzielę Lampa wkroczy w znak skalistego Koziorożca. A śniegu "ni ma". U nas obowiązuje gwara krakowska. A moje Miasto - uzdrowiskiem ma być. Wierzę w Płaską Ziemię, telepatię i jasnowidzenie. Przyszła wczoraj do mnie książka o Aniołach. Wierzę i już. Moim idolem jest Marsha Linehan . Odsyłam do Google. Miesiączek był widoczny dziś nad ranem, kiedy to wędrowałem sobie ruchliwymi już uliczkami Miasteczka. A w Południe szybki spacer po Osiedlu - i zakup niezawodnego drugiego Anioła Stróża. Dziś tez widziałem Pana, który grzebał w śmietniku. I czegoś szukał. A mówią, że Potrzebujących nie ma. Uczę się angielskiego, rosyjskiego i hebrajskiego. Eklipsy dziś nie widziałem, smog nad Miasteczkiem był. A "Wielkie oczekiwanie" się pisze" - i będzie na pewno w formie elektronicznej. Ścina mnie po mięcie bardzo. Dobrej Nocy i Dobrego Dnia, Istoty Wiary!
Kres Nocy - z annałów bloga.
Nie wszystko dla nas stracone
Szukamy szczęścia w łyku wody
Rośliny nad ranem są oszronione
Wiele na tym świecie przy życiu wszystkich trzyma
U kresu nocy już wszystko inne
Bałwany obłoków śmieją się
Wskazuje palcem Wielką Niedźwiedzicę -
- A gdzie tam ona tez śmieje się
Śnią wszyscy: gwiazdy, ludzie zwierząt stada
Śnią ludzie i anioły
Nie wszystko przeciw nam się układa
Bo gdzie u kresu nocy nasza wiara?
Nasz przeciwnik nie śmieje się
Bo u kresu nocy tutaj gdzie wszystko
Popiołem i ogniem wytracone
Szczęśliwie płonie nasza poranna gwiazda
Jak wspomniałem nie wszystko dla nas stracone
XII 2016.
Szukamy szczęścia w łyku wody
Rośliny nad ranem są oszronione
Wiele na tym świecie przy życiu wszystkich trzyma
U kresu nocy już wszystko inne
Bałwany obłoków śmieją się
Wskazuje palcem Wielką Niedźwiedzicę -
- A gdzie tam ona tez śmieje się
Śnią wszyscy: gwiazdy, ludzie zwierząt stada
Śnią ludzie i anioły
Nie wszystko przeciw nam się układa
Bo gdzie u kresu nocy nasza wiara?
Nasz przeciwnik nie śmieje się
Bo u kresu nocy tutaj gdzie wszystko
Popiołem i ogniem wytracone
Szczęśliwie płonie nasza poranna gwiazda
Jak wspomniałem nie wszystko dla nas stracone
XII 2016.
Refleksje z 19 XII 2019 roku.
Pracowite dni nastały. Sprzątania, zakupy, spacery bardzo długie i szybkie po Miasteczku, które uzdrowiskiem ma być. Zamówiona książka o Aniołach. Wierzący jesteśmy, i tego się trzymajmy. Dziś wszędzie towarzyszył mi Miesiączek w znaku Wagi już. Strzeże mnie elektroniczny Anioł Stróż, Dobre Dusze i Rydwany Bogów. Zastanawiający jest Brązowy Rydwan - przewożący dusze. Pamiętam sen z 2017 roku bodajże - za moim Miastem, gdzie jest Stacja Kontroli Pojazdów - czekały Dusze, w Poczekalni Dusz. Czekały na dalsze wskazówki Niebios. Tak sobie wędrujemy po tej Płaskiej Ziemi, z Dnia na Dzień, z Dnia na Noc. Sen był - ten z 2017 roku niezwykle spokojny. Po nim wybrałem się na długi spacer po Miejskim Parku. A oto nastała Piękna Nam Zima: mgła, temperatura oscylująca blisko zera. Pełen komfort termiczny dla mnie. Czeka mnie lektura, kawa zbożowa, i dziś już tylko ciepłe łóżko. Sny mam coraz spokojniejsze. Ja Wierzę !
Refleksje 18 XII 2019 roku.
Wspaniałe dni nastały na Płaskiej Ziemi. Ostatnio aktywny jestem. Wspomagam się witaminami, zielonymi herbatami i magnezem. Dziś wracając z Kościoła zbłąkane owieczki widziałem. Ileż to ja razy dziś schodziłem ! Pięknie towarzyszył mi Miesiączek oraz Słonko ekliptyczne. Na Płaskiej Ziemi mieszkam. Same Anioły i Archanioły po Płaskiej Ziemi wędrują. Jeżdżą Rydwany Bogów i Rydwany Diabełków. Za Tydzień Święta - Pamiętajmy o Potrzebujących w ten niestabilny aurowo czas. Pięknie nam świeci Miesiączek. Zbliża się Wielkie Święto - Nów Księżyca. Księga Nocy jest popularna i czytana. Nie jestem chwalipiętą, ale - najwięcej wejść ma zza Wielkiej Wody, Polski i Irlandii. Będzie kontynuowana. Każdy dźwiga jakiś Krzyż. A na prezent gwiazdkowy sprezentowano mi medalik Matki Boskiej. Będzie mnie strzegł jak oka w głowie. Pięknie świeci Miesiączek. W Kraju Lessów mgła jest - i - niestety smog. Każdy każdego ochrania. Nastała wiosna w Krainie Lessów.
Refleksje 16 XII. / 17 XII.
I nastała upragniona Noc. Miesiączek o ósmej piętnaście wkroczy w znak porządnickiej Panny. Nad Miasteczkiem lekki mrozik i mgła. Suplementuję się magnezem i dobrą lekturą. Dzień pracowity był. Słabe kawki popijam. Książki przeczytane ofiarowuję miejscowej bibliotece za rogiem. Na Płaskiej Ziemi Mieszkamy. Przespałem ukochaną Koronę Królów. Osiedle niespokojne jest. Jest Adwent - czas zadumy i refleksji. Ale pamiętajmy o Potrzebujących w ten czas. Właśnie nad moim blokiem przeleciał samolot z Rzeszowa do Londynu. A nad ranem przeleciał do Los Angeles. Pamiętajmy o sobie w ten czas. "I Niebiosa Nocne krótkowzrocznym okiem mierzę" - z annałów bloga. Dziś nieco krócej. Otoczony jestem książkami do recenzji. Starymi i nowymi. Ktoś poklepuje mnie po ramieniu...
Pełnia, Pełnia i po Pełni. refleksja z 13/14 XII 2019.
Ostatnie dni mam pracowite. Relaksuję się herbatkami ziołowymi, słabymi kawkami i popalam elektronicznego Anioła Stróża. Ja mam Płaską Ziemię, nie wiem jak Inni. Dusze Szeolowe wciąż krążą i krążą. Ale każdy ma Inny Traktat z Niebem. Pięknie świeci Miesiączek nad moim Miasteczkiem - co uzdrowiskiem ma być. Jestem maniakiem kawy, i dobrej książki. Wciąż przeżywam Nobla dla Pani Olgi. Wciąż wracam do jej książek. Alkoholu nie pijam. Ale dobrej kawy sobie nie odpuszczam. Sąsiedzi już popowracali do domów. Miesiączek w znaku domatorskiego Raka wysoko świeci nad widnokręgiem. Idą Święta - czas zadumy i refleksji. Pamiętajmy nadal o Potrzebujących. Są wśród nad. W 2017 roku podróżowałem na skraju Innej Czasoprzestrzeni - widziałem Istoty Nocy. Ja świętuje bardziej Sobotę - bo najbliżej mi do denominacji Staro - Chrześcijańskiej. Dla nas, Tych, którzy złamali systemy- jest wiekuista noc. My, Istoty Wiary - ożywiamy się po zmroku. Dziś rano widziałem eklipsę słoneczną - potem - wybrałem się na Kiermasz Świąteczny. Cóż to był za widok ! A teraz relaksuje się kolejny raz książką o ukochanych Windsorach.Każdy ma Inną Czasoprzestrzeń. Każdy ma Inny Traktat z Niebem. Osobiście nie znoszę alkoholu, pijam czasem tylko jogurty i mleko. Ale kończę już te wypociny. I oddaje się kolejny raz lekturze o ukochanych Windsorach...
Refleksje z ostatnich dni. 11/12 XII 2019
Pracowite dni miałem. Sprzątanie, gotowanie, spacery nocne i dzienne. Taki jestem dumny z Olgi Tokarczuk. Powtarzam się, ale korespondowałem z Noblistką w 2008 roku bodajże. Zalecała wydanie Wielkiego Oczekiwania w wydawnictwie W.A.B., które - wydało Jej pierwszą książkę. Same Aniołki na drodze napotykam. Sama wyprawa do biblioteki ze rogiem jest wspaniałą przygodą. Idą Święta - Czas nadejścia Pana - i nie zapominajmy o Potrzebujących. Bo idą mrozy. Ekliptyczne Słońce widzę i ekliptyczny Miesiączek. Posługuję się kalendarzem Juliańskim. "Kto wie, czy za rogiem nie stoją Aniołkowie". Chciałoby się rzecz - czasem Diabełki. na Płaskiej Ziemi mieszkam. Przeciążony ostatnio jestem. Jak mawiała Boska Karolina - niech Pan nie zapomina o relaksie. Kawy są, sypane, rozpuszczalne i zbożowe. Są elektroniczne Anioły Stróże. Są melisy i mięty. Zero alkoholu do końca życia. Nawet bigos Świąteczny nie doprawiam alkoholem. Łączymy się na falach radiowych. Płaską Ziemię odkryłem w 2017 roku - przypadkiem. Właśnie nad moim mieszkaniem prywatny czarter przeleciał z Ostrawy w stronę Moskwy. Każdy ma inny Traktat z Niebem. Wędrujemy sobie po tej Płaskiej Ziemi wzmacniani swymi Aniołami Stróżami. Bardzo ważne są modlitwy za Zmarłych. Tak, ja wierzę. W nieświadomość zbiorową Junga. To tyle w temacie. Tyle moich wypocin. Nie mogę się doczekać Wieczoru Noblowskiego. Aha, właśnie zachodzi Miesiączek nad pobliskim Lasem.
Refleksje z dnia 5 XII 2019 roku.
Pracowity dzień miałem. Rozpocząłem go spacerem po moim Miasteczku, obserwując wcześniej eklipsę słoneczną. Pięknie nad Cmentarzem wschodziła ! Potem intensywna lektura książki o Królowej Elżbiecie II. Ja tak kocham Windsorów ! Dzień zakończył widok ekliptycznego Miesiączka nad Szpitalem Rejonowym i nad sąsiednim blokiem. Rydwany Bogów kursują po Mieście. Rydwany Bogów, tak ! Widziałem Brązowy Rydwan zbierający dusze. A także inne Rydwany. Modlitwy Nasze wznoszą się do Góry. Na Płaskiej Ziemi mieszkam. Tak, na Płaskiej Ziemi. Każdy pod rękę z własnym Aniołem Stróżem. Po pięknym, mroźnym dniu -nastała piękna, mroźna Noc ! Jak piękny dzień ! Jaka piękna noc ! Uważajmy na kolory czerwone ! Moje włosy zrudziały od Słońca. Dziś jednak Anioły i Archanioły widziałem. Ostatnio bardzo aktywny jestem. Tęsknię za Niepołomicami, ale Niepołomice mam tu - u siebie w domu. U siebie w Mieście. Na falach radiowych łączymy się. Uwaga na czerwone ! Teraz modlę się za Chrzestnego, który walczy z nowotworem. Niebo - Piekło. Ktoś w 2012 roku powiedział, że Ludzie są raz w Piekle, raz w Niebie. Ta granica jest bardzo cienka. Nie wiadomo, co za rogiem spotkamy. Nie wiadomo, jaki będzie nasz Nowy Dzień. Jak wspomniałem, najbliższa jest mi denominacja Staro - Chrześcijańska. Potrzebujących jest bez liku. Gazet nie czytam, telewizji nie oglądam. Nie - zinformatyzowany jestem. Każdy siebie samego pilnuje. Dla mnie, jako wierzącego Chrześcijanina, jest patrzenie Ludziom w Oczy. To wiele daje. Z oczu można wiele wyczytać. Tęsknię teraz za lipcowymi nocami. Jak w 2017 - roku - kiedy to modląc się o rozeznanie - dostałem odpowiedź z Góry. Ale to My sami o wszystkim decydujemy. Już wkrótce Pełnia Miesiączka, już wkrótce Nasze Wielkie Święto. Astrologię odrzuciłem, jest dobra dla dzieci. Jak to mówią Starsi. Eklipsę - ją widać zawsze z okien mojego mieszkania. W piątki sprzątam i krzątam się po mieszkaniu. Życzę Wam, Istoty Wiary, byście zawsze spotykali same Anioły Stróże, Anioły i Archanioły. Tak, ja wierzę. Wierzę w Chrystusa Zmartwychwstałego.
Ostatnie Aktywne Dni.
Ostatnie dni były bardzo aktywne. Spacery, lektury, sprzątanie i gotowanie też. Wielkie Oczekiwanie się pisze. Na Płaskiej Ziemi mieszkamy. Wszędzie spotykam Dobrych Ludzi. Ale pamiętać mam także o relaksie ! Dziś odwiedził mnie Kot. Udomowiony, pomylił bloki. Tak, ostatnie dni miałem bardzo aktywne. Ale : Stop ! Trzeba odpocząć. w Kraju Lessów siarczysty mróz. Traktaty z Niebiosami każdy ma inne. Tęsknię za Niepołomicami. A najlepiej czuje się w zimie i na jesieni. mamy piękną gwiaździstą Noc. Eklipsę zza szyb mojego mieszkania było widać. wszędzie dobre uczynki widzę. Zakrzywienia czasoprzestrzeni - kiedyś marzyłem o byciu astronomem. Może i moje marzenie się spełni ? O ósmej dziś rano Pierwsza Kwadra. Niedługo Pełnia Miesiączka . Ja swój biorytm opieram na Kalendarzu Juliańskim, a nie na Gregoriańskim. Żyję w rytmie Miesiączka. Wszak w głębi duszy - rolnikiem jestem i o swego kwiatka w doniczce dbam należycie . Cieszmy się pięknym nocnym Niebem, gdyż wszędzie nam grozi smog. Pamiętajmy w ten Zimowy Czas o bezpańskich kotach i psach. "Już Północ. I wyjdą upiory z szafy". A piszę z Miasteczka, które uzdrowiskiem ma być. Ostatnio napotykam samych, ale to samych dobrych Ludzi. Bo najważniejszy jest - Człowiek. Na drugim i trzecim , no i na kolejnych miejscach są role, które nam wpajają systemy. Cieszmy się nadchodzącymi Świętami Bożego narodzenia, - i nie zapominajmy o tych, którzy są w Potrzebie. Bo Ci są właśnie bardzo często niewidoczni "gołym" okiem.
Refleksyjna Niedziela.
Pracowitą Noc Miałem. Pięć razy dziś schodziłem. Na Płaskiej Ziemi mieszkam. Urządziłem sobie wielogodzinny nocno - poranny spacer. Same Anioły napotykałem. Pomodliłem się przed Krzyżem obok lokalnego Kościoła. Grudzień już, już Grudzień. Refleksje niedzielne : patrzeć w oczy . Wczoraj po zmroku zaobserwowałem potrójną eklipsę Miesiączka. Dziś już z okien Domu pojedynczą eklipsę Słońca. Nad moim blokiem multum samolotów przelatuje. Wracając z Kościoła spotkałem samych Emerytów, i jedną bliską znajomą. Księga Nocy. Wiekuistej Nocy. Jaka piękna była Noc ! Gwiażdzista Noc. Szkoda, że po tak pięknej Nocy nastały mgły. Zimno już. Macocha idzie. Dziś krótko, bom niewyspany. I pisze się Wielkie Oczekiwanie. Dobrego Dnia i Dobrej Nocy!
Listopadowe Dusze vol 2.
Ostatnio jestem dosyć pracowity. Zakupy, spacery, powolne porządki. Najbliższa jest mi denominacja Staro - Chrześcijańska. Pamiętam 1992 czy też 1993 rok, kiedy to razem z kuzynką Moniką oglądaliśmy na odtwarzaczu przepiękne "Quo Vadis". Nasze "Quo Vadis" z 2000 roku, też było piękne. Pamiętam przepiękną Pełnię Księżyca, gdy oglądaliśmy ten film. Ja świętuję bardziej Sobotę niż Niedzielę - idąc śladem Pierwszych Chrześcijan. Dzisiejsza Noc i Poranek były pracowite: długi, orzeźwiający spacer po moim pięknym Osiedlu, potem zakupy w Stokrotce tuż za rogiem, jeszcze dłuższy nadranny spacer ze śmieciami. Miesiączek już będzie widoczny po zachodzie Słońca. A z okien okna, paląc elektronicznego papierosa, widziałem multum bezpańskich kotów. Pamiętajmy o nich. W dobie szybkiego internetu nasze więzi się nieco rozluźniają. Zrezygnowałem między innymi z alkoholu. Ale - każdy ma inny Traktat z Górą. Dziś ostatni dzień Listopada. Wczoraj coś tam próbowałem lać przez klucz, ale nic nie wyszło. Najważniejsze, że na Płaskiej Ziemi - bo wiarę traktuje poważnie - ważne jest patrzenie sobie w oczy. "Wielkie Oczekiwanie" się pisze, i będzie prawdopodobnie wydane w formie elektronicznej za jakieś pół roku. Liścio - Pad się kończy. Zaczyna się Grudzień. Pamiętajmy, aby w ferworze świątecznych przygotowań, nie zapominać o najbardziej Potrzebujących - ich widać na każdym kroku. Bo ważny jest Człowiek ! - Jak to pewna znana mi osoba mówiła dwa lata temu. A odpoczynek organizuję sobie w domu. Nie trzeba daleko wyjeżdżać, by poczuć podzwrotnikowe Słońce. My, Ludzie Wiary - mamy swoje zielone ścieżki, niczym koty.
Listopadowe Dusze.
Dni i Noce mam ostatnio aktywne. Dużo sprzątam, dużo spaceruję. Samych ciekawych Ludzi napotykam. Idzie zima. Czas się na nią przygotować. Ale któż kocha Macochę Zimę ? W Kraju Lessów wre praca. Piszę bowiem z Miasteczka, które uzdrowiskiem ma być. Wieje tutaj często halny, jak dziś. Dziś po 15.37 rozpocznie się w Tradycji Żydowskiej słodki Szabes. W Tradycji Staro - Chrześcijańskiej - tak bliskiej memu Sercu - Pamiątka Śmierci Pana. Niektórzy mają Płaską Ziemię, a Inni układ geocentryczny. Listopadowe Dusze jednoczą się w Modlitwach. Tych nigdy dosyć. Nastał już Piątek. Słonko jest w znaku Strzelca, zaś Miesiączek do Soboty, do godziny 21 13 w znaku Koziorożca, potem przechodzi w znak Wodnika. Przygotujmy się na zimę. Ach, zapomniałbym, dziś Andrzejki. wszystkim Andrzejom 120 lat, bo tyle żyli Pierwsi Ludzie ! Wciąż kołacze mi się po głowie piosenka Loreeny McKennitt "All Souls Night". Przepiękna. Piękną dziś w Kraju Lessów mieliśmy Noc. Nieboskłon zaś od Południa przeciera się. Na falach radiowych się łączymy. I na Modlitwach.
Refleksje tuż po Nowiu. Z Annałów Bloga - Czarnoksiężnik.
Nów w Kraju Lessów był niewidoczny. Pracowite dnie i noce ostatnio miałem. Sprzątanie, pisanie Wielkiego Oczekiwania a także poranne i nocne spacery. Szkoda, że eklipsy nie było widać. Właśnie wróciłem z długiego spaceru po Osiedlu Miasta, które ma być Uzdrowiskiem.
Z annałów bloga - fragment wiersza Czarnoksiężnik.
"Zszedłem do Podziemi.
Napotkałem tam Czarnoksiężnika i Istoty Nocy spowite marmurem nocnych mgieł.
Czarnoksiężnik na Trójnogu siedział.
Odczytywał skomplikowane horoskopy.
Nic o mnie nie wiedział.
Spojrzałem w dół - pod stopy.
Robactwo przeróżne się panoszyło.
Pająki, karaluchy jeszcze zgraje szczurów.
Tymczasem coś ten Krajobraz zmieniło.
Wystrzeliło mnie wysoko, ponad piekło zimnych marmurów.
Nad trawami ziemskimi się znalazłem.
Gwiazdozbiory liczyłem.
Tymczasem Gwiazda nad łąką rozbłysła.
Napełniła serca Nocnych Kochanków nadzieją."
To tyle w temacie.
Wielkie Oczekiwanie się pisze.
Trzymajcie kciuki !
Z annałów bloga - fragment wiersza Czarnoksiężnik.
"Zszedłem do Podziemi.
Napotkałem tam Czarnoksiężnika i Istoty Nocy spowite marmurem nocnych mgieł.
Czarnoksiężnik na Trójnogu siedział.
Odczytywał skomplikowane horoskopy.
Nic o mnie nie wiedział.
Spojrzałem w dół - pod stopy.
Robactwo przeróżne się panoszyło.
Pająki, karaluchy jeszcze zgraje szczurów.
Tymczasem coś ten Krajobraz zmieniło.
Wystrzeliło mnie wysoko, ponad piekło zimnych marmurów.
Nad trawami ziemskimi się znalazłem.
Gwiazdozbiory liczyłem.
Tymczasem Gwiazda nad łąką rozbłysła.
Napełniła serca Nocnych Kochanków nadzieją."
To tyle w temacie.
Wielkie Oczekiwanie się pisze.
Trzymajcie kciuki !
Na Nowiu - 26 - y Listopada 2019 roku. Refleksje takie i owakie.
Nów niestety niewidoczny. Dzień miałem aktywny. Najpierw długi spacer po osiedlu mego Miasta, gdzie spotkałem znajomka, potem sprzątanie i wyrzucanie gratów, oraz kąpiele w soli. Wszak jest Nów, a to oczyszcza Aurę. Poza tym wyprawa pod Pocztę, by Rodzicielce w zakupach ulżyć. I Nów niestety - niewidoczny. W Empiku zamówiłem zaś nad ranem dwie doskonałe książki do mojej pasji: psychogenealogii i genogramów. Już nie mogę się doczekać. Wychodząc z Domu zawsze zapalam światełko z podświetlanym regałem, a na oknie mam starą - wysłużoną już lampkę nocną. A także obraz Jezusa Miłosiernego. Tak, wierzę i nie wstydzę się do tego przyznać. Potem - paląc papierosa elektronicznego przez okno - ktoś znajomym "rydwanem" koziołkował nim. Brązowy Rydwan bowiem po Mieście kursuje i zbiera dusze, jest w nim poczekalnia. "Wielkie Oczekiwanie" się pisze. Co widać na Imperium Lektur. Stawiam sobie wysokie wymagania. Dla mnie jest Wieczna Noc. Dla mnie Słońce zgasło już dawno. Jestem Dzieckiem Nowiu. Pamiętacie Ukrzyżowanie? Kiedy Ukrzyżowano Pana, też zgasło Słońce. Wiara góry przenosi, wiara mocna jest. "Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego". Kiedy po ciężkiej psychoterapii - zbędnej raczej i po moim Upadku - trafiłem do znanego krakowskiego Bioenergoterapeuty, który powiedział, że - "Będzie żyć. Ma mocnego Anioła Stróża". I żyję. I powiedział jeszcze - że będzie jedno zagrożenie życia. I było. W 2017 roku przewieziono mnie wymarzniętego i wygłodzonego helikopterem z Niepołomic do Krakowa. Różne rzeczy Ludziom się zdarzają. I jestem nadal niejadkiem. Odrzuciłem alkohol, zwykłe papierosy, przywiązuję wagę do tego - co jem i co piję. Ale kawy rozpuszczalnej sobie nie odpuszczam. Ta doskonale reguluje mój układ trawienny. Jestem Płaskoziemcą - co na Tarace - znanym portalu na którym publikuję swe sny - podkreślam. Wierzę. Uwierzyłem. W październiku 2017 - go roku modląc się o rozeznanie - wymodliłem to, co chciałem. I stał się cud, przed ciekawym sanatorium. Poprzestawiało mi System Rodzinny, jak u Hellingera. A swemu Aniołowi Stróżowi nadałem imię - Rzymianina - Marek. Ale wracając do Nowiu - znów w Kraju Lessów jest niewidoczny. Miesiączek już od popołudnia i dzisiejszego wieczora będzie rosnąć. A szkoda ! Ale spacery we mgle - te też są piękne. Nie znoszę lata, i nie wiem - czy przypadkiem nie przyoszczędzę trochę grosza - i latem nie wyruszę na Północ zamiast na obiecane mi Południe. Ale dość tych wypocin. ważni są Ludzie. Ważny jest Człowiek i to - co sobą reprezentuje. Udanego Nowiu !
Listopadowy dzień 25 XI 2019 roku. Czekając na Nów Księżyca.
Dziś dwa razy spacerowałem po swym Miasteczku, co uzdrowiskiem ma być. Najpierw nad ranem, a potem tuż po siódmej, długi spacer w jesiennej mgle. Kocham Liścio - Pad. Same dobre dusze napotykałem. Jutro, 26 - go Listopada o godzinie 16.05 będziemy mieć Nów Miesiączka w znaku ognistego Strzelca. Ale słuchajmy uważnie Przepowiadaczy Pogody ! Prognozuje się silne mgły i zamglenia. Tak więc eklipsa może być niewidoczna. Zwracajmy uwagę na kolory, bacznie omijajmy czerwone. Listopad- czas nostalgii i zadumy, zwłaszcza za tymi, którzy odeszli. A ja piszę swoje "Wielkie Oczekiwanie". Daniela jest ciekawą postacią, która wymaga dobrego poprowadzenia. I jakże się też wczoraj cieszyłem ! Fanem Konkursu Piosenki Eurowizji jestem od 1994 - go roku, kiedy to Edyta Górniak w Dublinie zajęła drugie miejsce. Viki Gabor -tak, wszyscy chyba jesteśmy superhero. Listopad, Listopad. Tak kocham te piękne , mgliste dni, te długie noce. Lato - potrafi być męczące. Tak więc czekam na Nów Księżyca w znaku Strzelca, jutro o godzinie 16.05. Może bedzie widoczna eklipsa? Któż to wie. Na razie szaro, buro i ponuro w Kraju Lessów. A w nocy, o 23.09 nad mym Miasteczkiem przeleciał samolot Warszawa - Tel Awiw. Lubię obserwować smugi samolotów. I odgłosy ich przelatywań.
Refleksyjny Listopad - Dwudziesty Listopad 2019 roku...
Najpierw dwugodzinny Nocny Spacer pod znakiem Miesiączka w znaku Panny. Potem godzinny już spacer za dnia w pięknej, cudownej mgle uliczkami mego Miasteczka - co uzdrowiskiem ma być. Samych Dobrych Ludzi spotykałem. Bo najważniejszy jest Człowiek! Tak sobie wędrujemy po tej Płaskiej Ziemi. Z dnia na dzień, z nocy na noc. każdy ma inny Traktat z Niebem. Listopad i mgła to czas dla mnie na rozmyślania. Bardzo wiele ludzi wtedy źle się czuję, a Ja się czuję wyśmienicie, mimo, że mnie lekkie przeziębienie dopadło. mamy Wiekuistą Noc- My- Ludzie Wiary. Noc była taka piękna, a Dzień- jest buro - szary. bardzo dużo psów i kotów lata po moim Osiedlu. Wszędzie są Dobrzy Ludzie. Podziemna Armia Boga. My- po jakichkolwiek Szpitalach i Klinikach - łączymy się ze sobą w nieustannych Modlitwach. Byłem sam niedowiarkiem, który uwierzył w Jezusa ! Listopad to także czas, gdy Kostucha zbiera żniwo. Czas pamięci i zadumy. Z mgły wynurzają się same Dobre Dusze. A żelazkowate kształty, wzbijają się do góry.
Z annałów bloga - "Na rozstajnych drogach nocą..."
Na rozstajnych drogach nocą -
Grabarz sypie piachu czasem.Przemyka zbłąkana kometa, świszcząc - rzuca odłamków gradem.
A tam obok, w ziemi - na głębokości dwóch metrów -
- spoczywa zgniłe ciało, kiełkujące w ziarenka prochu.
Bezimienny człowiek w nim pochowany, nie On jeden chyba.
Na pewno samobójca.
Nad grobem zawisła strzyga.
Tak niewiele pamiętamy, albo to - co chcemy.
Dlatego wciąż szczęścia szukamy, ale tam, wysoko w górze -
- podobno wieczniejemy.
A.D. 2017.
Ps. Zainspirowała mnie tak zwana "krzyżówka dróg" niedaleko mojego Miasta. Jest tam cmentarz osób, które zmarły w epidemii cholery w XIX wieku. To jest częścią zbioru opowiadań "Wielkie Oczekiwanie".
Pozdrawiam !
Dzisiejszy dzień a raczej jego Początek.
Urządziłem sobie długi poranny, flegmatyczny spacer. Samych dobrych Ludzi spotykałem. Jak pięknie jest spacerować o Poranku ! Księżyc wysoko świecił, a Słonko Ekliptyczne wstawało nad Werowem. Wielkie Oczekiwanie wciąż trwa. MY - Ludzie Wiary łączymy się na falach radiowych i trwamy w nieustannych modlitwach. Każdy ma Inny Traktat Z Niebiosami. Na Płaskiej Ziemi żyjemy, my - Ludzie Wiary. Pamiętna Lipcowa Noc- 2017 - go Roku - kiedy to modliłem się o rozeznanie, i spotkałem w progu mego Domu Boga. Mrugnął i bezgłośnie powiedział : Dasz Radę !! I daliśmy radę. Jestem dumny z mego Miasta, bo ma być uzdrowiskiem. Kwitnie i rozwija się. A teraz, dziś wieje halny. Ja pożegnałem się z alkoholem i papierosami. Lubię ten pejzaż nieuchwytny słowem - gdy widać Księżyc, Słońce i samoloty bądź nietoperze na ich tle. Księga Wiekuistej Nocy wciąż trwa. Módlmy się, wspierajmy się. Jesteśmy otoczeni Aniołami i Archaniołami. Szeol daleko pod stopami. Wyznaję denominację Staro - Chrześcijańską. Oni, Męczennicy - są mi najbliżsi.
Księżyc nad Szpitalem. = c.d.
Dzisiejsza wędrówka w promieniach Słońca i Miesiączka nastroiła mnie sentymentalnie. Godzinę wędrowałem uliczkami Miasta, które uzdrowiskiem ma być. W hospicjum się świeciło. Na Płaskiej Ziemi żyjemy. Same Anioły i Archanioły spotykałem. Dziś Wielkie Święto w Tradycji Staro - Chrześcijańskiej, które jest mi bliskie - Święto Zmartwych - Powstania. I tak wszyscy wędrujemy sobie, spotykając się. Towarzyszyły mi dzwony na Anioł Pański. mam bardzo dobrą widoczność z okien swego Mieszkania. A Wielkie Oczekiwanie wciąż się pisze i pisze. Lubię poranne wędrówki. Pod osłoną Nieba żyjemy. Ważne jest patrzenie sobie w oczy i wspieranie się. Miesiączek, Słońce na Nieboskłonie, i samoloty latające na jego tle - niecodzienny widok...
Dzisiejsze refleksje - Mglisty Kraj Lessów.
Godzinny po godzinie ósmej poranny spacer, - nastroił mnie sentymentalnie. Kocham mgłę, wszak jest dobra nawet u mężczyzn na cerę. Spotykałem samych znajomków. Kocham Listopad. A właściwie Liścio - Pad. Tak niewiele wszyscy o sobie wiemy. Jak wspomniałem, spacer we mgle nastroił po mglistej nocy sentymentalnie. Na Płaskiej Ziemi żyjemy i inne traktaty z niebiosami mamy. Okrążyłem całe swe osiedle, czerwonego koloru nie napotykając. Sam chyba jestem znakiem drogowym ! Patrzenie sobie w oczy - to najważniejsze i wspieranie się. Piszę powolutku Wielkie Oczekiwanie. Pochwalić się mogę - kontakt z Noblistką, Olgą Tokarczuk w 2007 roku miałem. Planuję wydanie ebooka. I czekam na rozpogodzenia w Kraju Lessów. A co do religii - to najbliższa jest mi Staro - Chrześcijańska. Tak, ja wierzę w Chrystusa i nikt mi tej wiary nie zabierze. Po spacerze po godzinie ósmej z okien swego pokoju spotkałem dwa Anioły - Kochające się od lat. Żyją jak My wszyscy - pod opieką Niebios. Ale dla niektórych - Wiekuista Noc Jest. Najważniejsze jest wspieranie się, i modlitwa. I kontemplacja Słońca i Księżyca. Wszyscy mamy swoje ścieżki. Pamiętajmy o sobie. A dziś Miesiączek wkracza w znak domatorskiego Raka, co przyniesie spokojną Aurę.
Po pełni Księżyca - refleksje.
Pełnia, Pełnia i po Pełni. Było w Kraju Lessów nieco mgliście i zimno. Brązowy Rydwan i Białe Rydwany kursują po mieście, które uzdrowiskiem ma być. Młody Archanioł dziś stanął na mej drodze. Istoty Wiary łączą się w tajemnych modlitwach. A oto coś z annałów tegoż bloga:
"Siedząc na Trójnogu w czasie Pełni,
czekam - aż garść mych marzeń się spełni."
Wiersz pomyślany w 2001 roku, w czasach studiów na Akademii Świętokrzyskiej.
Wschody i Zachody Księżyca oraz Słońca są niezwykle energetyczne. Celebrujmy te chwile. Każdy ma inny Traktat z Niebiosami. Tak sobie podróżujemy, My - Istoty Wiary - po Płaskiej Ziemi. Ostatnie dni miałem dynamiczne - spacery, jogging, sprzątanie i dzwonienia. Na falach radiowych się łączymy. Piszę się Wielkie Oczekiwanie - rzecz o Danieli, która postradawszy wszelakie zmysły odnajduje swą ścieżkę życiową. Księga Wiekuistej Nocy.
Tak, My - Młodzi i Starsi Bogowie, Anioły, Archanioły, Diabełki i Wiedźmy podróżujemy sobie różnymi środkami transportu. Bardzo ważna jest szczerość i patrzenie sobie w oczy.
Kocham akurat jesień i zimę. Dwa lata temu podróżowałem z Aniołem Stróżem po ukochanych Niepołomicach. Jednak nieco zapętlona czasoprzestrzeń - przywiodła mnie do ciekawego sanatorium.
A wcześniej w progach mego domu stanął Bóg i mrugnąwszy dal do zrozumienia: Dasz radę !
Inspiruje mnie Bruno Schultz. Jego opisy Nocy są powalające. Szkoda, że tak krótko żył.
A my celebrujmy każdą cząstkę naszych istnień, i nie dajmy się zwariować w dobie elektroniki.
Każdy poszukuje jakiejś przystani. "Non omnis moriar" - lekcja języka polskiego A.D. 1997.
I wreszcie nastała upragniona jesień. Ciepło się ubieramy, bo przeziębienia łapią na każdym kroku. Ale tu gdzie mieszkam - a jest to Południe Kraju - Jak w Wielkim Oczekiwaniu - polarne powietrze zawsze zwykło, się mieszać z podzwrotnikowym. Nawet w grudniu istnieją zakamarki, gdzie można odnaleźć namiastkę tropików. To tyle. "Pamiętajmy o ogrodach" - to mi się kołacze po głowie.
"Siedząc na Trójnogu w czasie Pełni,
czekam - aż garść mych marzeń się spełni."
Wiersz pomyślany w 2001 roku, w czasach studiów na Akademii Świętokrzyskiej.
Wschody i Zachody Księżyca oraz Słońca są niezwykle energetyczne. Celebrujmy te chwile. Każdy ma inny Traktat z Niebiosami. Tak sobie podróżujemy, My - Istoty Wiary - po Płaskiej Ziemi. Ostatnie dni miałem dynamiczne - spacery, jogging, sprzątanie i dzwonienia. Na falach radiowych się łączymy. Piszę się Wielkie Oczekiwanie - rzecz o Danieli, która postradawszy wszelakie zmysły odnajduje swą ścieżkę życiową. Księga Wiekuistej Nocy.
Tak, My - Młodzi i Starsi Bogowie, Anioły, Archanioły, Diabełki i Wiedźmy podróżujemy sobie różnymi środkami transportu. Bardzo ważna jest szczerość i patrzenie sobie w oczy.
Kocham akurat jesień i zimę. Dwa lata temu podróżowałem z Aniołem Stróżem po ukochanych Niepołomicach. Jednak nieco zapętlona czasoprzestrzeń - przywiodła mnie do ciekawego sanatorium.
A wcześniej w progach mego domu stanął Bóg i mrugnąwszy dal do zrozumienia: Dasz radę !
Inspiruje mnie Bruno Schultz. Jego opisy Nocy są powalające. Szkoda, że tak krótko żył.
A my celebrujmy każdą cząstkę naszych istnień, i nie dajmy się zwariować w dobie elektroniki.
Każdy poszukuje jakiejś przystani. "Non omnis moriar" - lekcja języka polskiego A.D. 1997.
I wreszcie nastała upragniona jesień. Ciepło się ubieramy, bo przeziębienia łapią na każdym kroku. Ale tu gdzie mieszkam - a jest to Południe Kraju - Jak w Wielkim Oczekiwaniu - polarne powietrze zawsze zwykło, się mieszać z podzwrotnikowym. Nawet w grudniu istnieją zakamarki, gdzie można odnaleźć namiastkę tropików. To tyle. "Pamiętajmy o ogrodach" - to mi się kołacze po głowie.
Demoniczny Święty.
Z annałów bloga :
" Ten sen się powtarza i powtarza.
Mijają nocne , upiorne godziny.
A święty rusza się na obrazku i wywija oczami jak szalony.
I mówi, wręcz krzyczy do mnie !
Że będzie walczyć na śmierć i życie.
A biorę do ręki Krucyfiks i krzyczę.
I egzorcyzmuję go, by już nie straszył.
Takie to dziwne sny mam.
Często mnie nawiedzają.
Z upiorami odważnie w nich walczę.
Czy tylko mnie te straszydła nawiedzają?"/
Sen się przyśnił pewnej wiosennej nocy 2017 roku.
Był dla mnie pewną przestrogą, ale i wskazówką Niebios,
co czynić nadal. Planuję wydanie Księgi Nocy, poczekamy, pożyjemy, zobaczymy.
" Ten sen się powtarza i powtarza.
Mijają nocne , upiorne godziny.
A święty rusza się na obrazku i wywija oczami jak szalony.
I mówi, wręcz krzyczy do mnie !
Że będzie walczyć na śmierć i życie.
A biorę do ręki Krucyfiks i krzyczę.
I egzorcyzmuję go, by już nie straszył.
Takie to dziwne sny mam.
Często mnie nawiedzają.
Z upiorami odważnie w nich walczę.
Czy tylko mnie te straszydła nawiedzają?"/
Sen się przyśnił pewnej wiosennej nocy 2017 roku.
Był dla mnie pewną przestrogą, ale i wskazówką Niebios,
co czynić nadal. Planuję wydanie Księgi Nocy, poczekamy, pożyjemy, zobaczymy.
Refleksje 31/x 1 Listopad.
Wczorajszy dzień był wspaniały.W Moim Miasteczku jest prawdziwa nekropolia. W parafii mojej Mamy. W Parafii z której pochodził mój śp. Tata Stanisław przywitało mnie na stoku mgliste Słoneczko i widok na Góry. Mieszkamy bowiem na osiedlu - zbiegi okoliczności? - gdzie widoczność od południa jest bardzo dobra. Aktualne siermiężna mgła. Tak zadziałał układ Skorpion - Koziorożec. Ponoć, Miesiączek w tym znaku niezbyt dobrze się czuje, ale to nieprawda. On kocha wilgoć, chłód i deszcz. Uważajmy na Drogach ! W Moim Miasteczku szybko opada mgła. Wczoraj Młodego Boga spotkałem. Bo tak sobie podróżujemy po tej Płaskiej Ziemi, My, Istoty Wiary - i czasem bez modlitwa na ustach cuda się zdarzają. Ja dzisiaj odpoczywam przy kawie zbożowej, herbatach cytrynowych, i ziołowych, i relaksuję się dobrą książką. jeszcze tylko muszę opaskę uruchomić, która mierzy puls serca, pracę ciała w czasie snu itd. Dobrego Dnia i Dobrej Nocy, Istoty Wiary :) PS. Zaobserwowałem wczoraj po Zachodzie Słonka eklipsę księżycową. Niezapomniany widok, a pod nią Jowisz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
16 wierszy .
Księga Nocy. - tomik poezji. Kres Nocy. Nie wszystko dla nas stracone. Szukamy szczęścia w łyku wina. Rośliny nad ranem są oszronion...
-
Kate już na początku sesji zaczęła się pocić, a zwykle następowało to pod koniec. Coraz bardziej cała ta terapia, na którą poszła za nam...
-
Daniela zazwyczaj bywała rannym ptaszkiem. Po odejściu z pracy w Wielkim Mieście - postanowiła oddać się głębokiemu wypoczynkowi w Werowie...
-
źródło zdjęcia:-> Redro.PL Czas biegnie nieubłaganie. Pisanie od roku 2000 "Wielkiego Oczekiwania" powoli dobiega końca. W...
-
Daniela - ranny ptaszek. Mamy piękne lato dwutysięcznego roku. Nasza główna bohaterka porzuciła pracę w korporacji w Wielkim Mieście - i do...
-
Parne, deszczowe lato dwutysięcznego roku. Daniela stara się wysypiać cały czas. Urlop powoli dobiega końca. Zmaga się z rozmaitymi przeciwn...
-
Jest początek lipca dwutysięcznego roku. Daniela wzięła bezpłatny urlop, by dojść do siebie po przebojach, jakie zgotował jej szef w korpor...
-
W odmętach czasoprzestrzeni. Dworek Na Wzgórzu, rok nieokreślony. Danieli sny były raczej niespokojne. Odkąd porzuciła pracę w korporacji,...
-
Księga Nocy. - tomik poezji. Kres Nocy. Nie wszystko dla nas stracone. Szukamy szczęścia w łyku wina. Rośliny nad ranem są oszronion...
-
Daniela przebudziła się przed trzecią. O trzeciej piętnaście przejechał radiowóz drogą Na Północ - w stronę starego cholerycznego Cmentarza....
-
Nie wszystko dla nas stracone. Szukamy szczęścia w łyku kawy. Rośliny nad ranem są oszronione. Wiele na tym świecie przy życiu ludzi trzym...